Cyfrowa suwerenność to nie tylko serwerownia w Europie. AI zmienia reguły gry

Cyfrowa suwerenność to nie tylko serwerownia w Europie. AI zmienia reguły gry

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, pojęcie cyfrowej suwerenności nabiera zupełnie nowego wymiaru. Jak podkreślali eksperci podczas konferencji Polcom BIT, sama lokalizacja danych na europejskich serwerach to za mało, aby mówić o prawdziwej niezależności. Kluczowa staje się realna kontrola nad technologią, infrastrukturą oraz możliwość uniezależnienia się od pojedynczego dostawcy. To wyzwanie dotyka zarówno biznesu, jak i administracji publicznej, a jego skala rośnie wraz z postępem AI.

AI zmienia zasady gry: Geopolityka i kontrola technologii

Sztuczna inteligencja stała się elementem globalnej rywalizacji geopolitycznej, co zmienia charakter konkurencji technologicznej. Stany Zjednoczone i Chiny nie ograniczają się już do rozwoju samych modeli AI, ale budują całe ekosystemy obejmujące chipy, energię, dane, robotykę, edukację oraz moc obliczeniową. Artur Kurasiński, przedsiębiorca i analityk trendów technologicznych, podkreślił, że AI należy traktować jako infrastrukturę krytyczną. Państwo pozbawione odpowiednich kompetencji, dostępu do mocy obliczeniowej i kontroli nad strategicznymi danymi, staje się zależne od decyzji podejmowanych poza jego granicami.

Przykład Chin, które równolegle rozwijają własne modele, robotykę i zaplecze obliczeniowe, doskonale ilustruje tę zmianę. Co więcej, przypadek DeepSeek pokazał, że przewagę można budować nie tylko jakością modeli, ale także radykalnie niższym kosztem ich wykorzystania. Dla biznesu oznacza to, że wybór technologii AI wykracza poza funkcjonalność. Coraz większe znaczenie mają koszty przetwarzania, bezpieczeństwo danych, dostępność infrastruktury oraz zdolność do utrzymania działania systemów w obliczu zmian prawnych, politycznych czy biznesowych.

Polska płaci za cyfryzację, ale czy buduje własne kompetencje?

Rafał Pikuła, dziennikarz i publicysta technologiczny, zwrócił uwagę na ekonomiczny aspekt zależności technologicznej Polski. Powołując się na raport Polskiej Chmury „Cyfrowa racja stanu”, wskazał, że deficyt handlowy Polski w obszarze produktów cyfrowych przekroczył w 2025 roku 60 mld zł. Co więcej, w 2024 roku nakłady na wytworzenie i utrzymanie systemów teleinformatycznych w administracji publicznej przekroczyły 7 mld zł.

Problem polega na tym, że te rosnące wydatki na cyfryzację nie zawsze przekładają się na budowanie lokalnego kapitału technologicznego. Znaczna część środków trafia do zagranicznych dostawców, nie tworząc w Polsce adekwatnych kompetencji ani aktywów. Podobne ryzyko dotyczy sektora biznesowego. Z raportu Polcom „Architekci cyfrowej transformacji” wynika, że choć 46 proc. badanych firm korzysta z usług co najmniej jednej chmury publicznej, zaledwie 4 proc. ma formalnie zdefiniowaną politykę suwerenności danych. Oznacza to, że firmy szybko wdrażają nowe technologie, ale rzadko przygotowują plan wyjścia z danego środowiska. Największym zagrożeniem pozostaje vendor lock-in, brak interoperacyjności i sytuacje, w których zmiana dostawcy okazuje się zbyt trudna lub kosztowna.

Suwerenność czy „suwerennowashing”?

Sylwia Czubkowska, dziennikarka i analityczka technologiczna, podkreśliła, że na rynku pojawia się coraz więcej usług sprzedawanych jako „suwerenne”, mimo że kluczowe elementy technologii nadal pozostają poza Europą. Mowa tu o ofertach typu European Sovereign Cloud, Cloud for Sovereignty, EU Data Boundary czy Sovereign AI. Sama europejska lokalizacja danych nie gwarantuje jednak pełnej kontroli.

Można mieć serwer w Unii Europejskiej, europejskiego operatora i europejską spółkę, ale jednocześnie korzystać z amerykańskiego oprogramowania, własności intelektualnej i warstwy zarządzającej. Dlatego ważniejsze od pytania „gdzie stoją dane?” staje się pytanie: kto jest właścicielem technologii, kto może ją zmieniać, kto ją aktualizuje, kto ma do niej dostęp i jakie prawo obowiązuje. Czubkowska określa mianem „suwerennowashingu” sytuacje, w których lokalizacja danych, lokalna spółka, certyfikat bezpieczeństwa czy europejska marka mają tworzyć wrażenie niezależności, choć podstawowa technologia jest kontrolowana przez globalnego dostawcę.

Dla biznesu kluczowa jest możliwość wyboru

Wiesław Wilk, wiceprezes Polcom i prezes Związku Polska Chmura, podkreślił praktyczną perspektywę infrastruktury i przedsiębiorstw. Sama fizyczna lokalizacja centrum danych nie wystarczy, jeśli organizacja nie ma jasności co do jurysdykcji, sposobu przetwarzania danych i realnej kontroli nad środowiskiem. Firmy muszą świadomie dzielić systemy między różne modele infrastruktury i utrzymywać kontrolę nad zasobami krytycznymi dla ich działania.

W praktyce cyfrowa suwerenność nie musi oznaczać rezygnacji z globalnych technologii. Chodzi o to, aby przedsiębiorstwo zachowało możliwość wyboru: mogło przenieść dane, zmienić dostawcę, połączyć różne środowiska i uniknąć sytuacji, w której jeden dostawca staje się jedyną realną opcją.

Państwo musi liczyć koszt zależności

Bartłomiej Pejo, przewodniczący sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, przedstawił perspektywę państwa, regulacji i polityki publicznej. Administracja pełni rolę regulatora, inwestora i jednego z największych odbiorców technologii. Sposób konstruowania zamówień publicznych i kryteria wyboru dostawców mogą albo wzmacniać lokalny ekosystem, albo pogłębiać długoterminową zależność od zewnętrznych platform.

W przypadku systemów strategicznych problem nie ogranicza się do ceny czy funkcjonalności. Dochodzą pytania o ciągłość działania, jurysdykcję, odporność infrastruktury i zdolność państwa do utrzymania kontroli nad kluczowymi procesami. To prowadzi do szerszego pytania: czy miliardy wydawane na cyfryzację jednocześnie budują krajowe kompetencje i odporność gospodarki, czy przede wszystkim zwiększają popyt na usługi największych zagranicznych dostawców.

Cyfrowa suwerenność to nie autarkia, ale świadoma kontrola

Wspólny wniosek z dyskusji podczas Polcom BIT jest jasny: nie chodzi o technologiczną autarkię, czyli budowanie wszystkiego od podstaw w Polsce, ani o rezygnację z usług globalnych dostawców. Celem jest uniknięcie sytuacji, w której firma lub państwo nie mają już realnej alternatywy dla jednego dostawcy.

Dla przedsiębiorstw oznacza to konieczność odpowiedzi na podstawowe pytania: gdzie są ich dane, kto może mieć do nich dostęp, kto kontroluje poszczególne warstwy technologii, jakiemu prawu podlega dostawca i jak trudno byłoby przejść do innego środowiska. Dla państwa dochodzi do tego pytanie o to, czy publiczne wydatki na technologie wzmacniają własny ekosystem. W erze AI cyfrowa suwerenność coraz mniej oznacza więc miejsce, w którym stoi serwer, a coraz bardziej to, kto naprawdę kontroluje technologię i czy w razie potrzeby można ją zastąpić.

Źródło: informacja prasowa / monday group

Wejdź do świata filmów i seriali na:

Movies Room logo