Miałem już w swoim życiu kilka air fryerów. Większość z nich to plastikowe pudła z metalowymi, pokrytymi teflonem szufladami. Na początku są wspaniałe, ale po roku intensywnego pieczenia skrzydełek czy frytek, powłoka zaczyna się łuszczyć, a zapach przypalonego tłuszczu staje się nie do zniesienia. Kiedy więc usłyszałem, że Ninja wypuszcza model Crispi, czyli w pełni szklany i modułowy system bez grama toksycznego PFAS, od razu wiedziałem, że muszę położyć na nim ręce. Po kilku tygodniach intensywnych testów muszę przyznać: to sprzęt, który zmienia gotowanie. Ale ma też wady, przez które kilka razy głośno przekląłem w kuchni.

Widok z góry na okrągły panel sterowania urządzenia Ninja Crispi z naklejkami informacyjnymi
Od razu wam powiem: wyciągając Ninja Crispi z pudełka, przeżyłem lekki szok. To nie jest „kolejna frytownica”. Zamiast wielkiej, zintegrowanej bryły dostałem do rąk ciężką głowicę grzewczą (którą Ninja dumnie nazywa PowerPodem) i dwie potężne misy z grubego szkła borokrzemowego (3,8 l oraz 1,4 l). Całość waży dobre 5-7 kilogramów w zależności od konfiguracji.

Dwie szare pokrywki z logo Ninja służące do hermetycznego zamykania szklanych naczyń z jedzeniem
Koncepcja jest genialna w swojej prostocie. Szkło służy jako komora pieczenia. Głowicę po prostu kładzie się na górze. Wiecie, co to oznacza w praktyce? Przez cały czas widziałem, jak rumieni się mój kurczak, bez wyciągania szuflady i tracenia ciepła. Co więcej, mniejsze naczynie (1,4 l) to dla mnie absolutny game-changer. Robię w nim porcję, zakładam dołączoną, hermetyczną pokrywkę Snap-Lock i wrzucam do lodówki. Następnego dnia biorę to do biura, a w porze lunchu nakładam PowerPoda i mam chrupiące, gorące jedzenie. Żadna mikrofala w firmowej kuchni nie da wam takiego efektu!

Sposób na kompaktowe przechowywanie systemu Ninja Crispi z mniejszym naczyniem schowanym wewnątrz dużej misy

Aktywny panel sterowania głowicy Ninja Crispi z wybranym trybem Roast i ustawionym czasem dwudziestu pięciu minut
Wielu recenzentów w sieci łapie się za głowę, gdy widzi panel tego urządzenia. W europejskiej wersji (FN101EUST) nie ma ręcznej regulacji temperatury! Mamy tylko przycisk włącznika, czas i cztery gotowe tryby: Air Fry, Roast, Recrisp i Keep Warm. I wiecie co? Mi to osobiście w ogóle nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie.

Nigdy nie wiedziałem, na ile stopni nastawiać te wszystkie maszyny. Łosoś w 180°C czy 200°C? A warzywa? Tutaj problem znika. Dla mnie to maksymalne uproszczenie gotowania. Wrzucam do środka mrożone frytki, kawałek ryby albo gotową mieszankę warzyw na patelnię, klikam Air Fry, ustawiam 20 minut i idę robić swoje. Sprzęt sam wie, co robić, dobierając temperaturę w locie. Obiad wychodzi chrupiący i gotowy bez mojego kombinowania.


Muszę być jednak uczciwy. To, co dla mnie jest wygodne, dla kogoś z większymi ambicjami kulinarnymi będzie koszmarem. Jeśli potrzebujesz precyzyjnie 160°C, żeby upiec delikatne ciasto, ten air fryer kompletnie się do tego nie nada.


Trzeba też wziąć poprawkę na samo szkło. Nagrzewa się zauważalnie wolniej niż cienkie aluminium w klasycznych sprzętach z szufladą. O ile z prostym obiadem czy mrożonkami wyrabiam się we wspomniane 20 minut, to kiedyś uparłem się na zrobienie grubych frytek z ogromnej porcji surowych ziemniaków. Zanim szkło złapało odpowiednią temperaturę i zaczęło je porządnie piec, minęło 45 minut. Szybko wyleczyłem się z takich eksperymentów, zwłaszcza gdy głodni domownicy stali mi nad głową.


Muszę natomiast oddać inżynierom z Ninja honor w dwóch kwestiach. Po pierwsze: to jest najcichszy air fryer, jaki testowałem. Pomiary pokazały mi 61-68 dB. Mój stary model wył jak odrzutowiec przy starcie, a tutaj mogłem swobodnie rozmawiać przez telefon, stojąc pół metra od urządzenia. Po drugie: zużycie prądu. Zrobiłem 20-minutowy test przy pełnym obciążeniu. Wynik? Zaledwie 0,2 kWh. Odpalając na taki czas duży, domowy piekarnik konwekcyjny, wyrzuciłbym w błoto znacznie więcej pieniędzy. To się realnie opłaca.

Duży kawałek mięsa pieczony wewnątrz szklanej komory frytownicy Ninja Crispi widoczny przez przezroczyste ścianki
Przejdźmy do największego problemu. Amerykańscy recenzenci nazywają to zjawisko „money trap” i niestety, mają rację.

Złożony system modułowy Ninja Crispi gotowy do pracy z widoczną z przodu ostrzegawczą naklejką termiczną
Obietnica Ninja jest piękna: wrzucasz szklane misy i aluminiowo-ceramiczne ruszty do zmywarki, i masz z głowy. I to prawda! Szkło domywa się perfekcyjnie, nie łapie zapachów. Po pieczeniu ryby robiłem w nim ciasto i nie było czuć absolutnie niczego. Bajka.

Górna część modułu zasilającego Ninja Crispi z naklejkami objaśniającymi poszczególne funkcje pieczenia
Ale spójrzcie na spód głowicy PowerPod. Wentylator wieje z potężną siłą w dół. Gdzie ląduje cały tłuszcz odbity od kurczaka czy karkówki? Dokładnie na odsłoniętej metalowej kratce modułu grzewczego. W temperaturze 185°C ten tłuszcz błyskawicznie polimeryzuje. Ponieważ PowerPoda nie włożycie do zmywarki (bo ma w sobie elektronikę i kabel), czyszczenie tego elementu to droga przez mękę. Spędziłem stanowczo za dużo czasu, bawiąc się w sapera z ręcznikiem papierowym, nasączonym mocną chemią do piekarników, próbując domyć kratkę bez zalania elektroniki.

Zbliżenie na spód modułu grzewczego frytownicy Ninja Crispi z widoczną metalową osłoną i spiralą grzałki
A, i jeszcze jedno. Małe, silikonowe nóżki (zderzaki) na rusztach, które chronią szkło przed zarysowaniem, po kilkunastu wizytach w zmywarce poddają się agresywnej chemii i tracą kształt. Ruszt zaczyna „tańczyć” w misie. Irytujące do potęgi.

Odsłonięta metalowa kratka osłaniająca grzałkę i wentylator na spodzie głowicy grzewczej urządzenia Ninja Crispi
To zależy, kim jesteś. Rozpiętość cen w Polsce jest dzika (od 539 zł na promocjach do absurdalnych 750 zł w niektórych elektromarketach), ale uznajmy oficjalne 650 zł za punkt odniesienia.

Kompletny i złożony system Ninja Crispi stojący na blacie ze szklanym naczyniem na dole i głowicą na górze
Moim zdaniem Ninja zapoczątkowała tu fantastyczny trend powrotu do materiałów obojętnych chemicznie. Crispi to świetny sprzęt, ale ewidentnie pierwszej generacji. Jeżeli masz większy budżet i wymagasz precyzji, poczekaj na wersję Crispi Pro (z zawiasem i pełną regulacją temperatury). A jeśli zależy Ci po prostu na sterylnym szkle w kuchni i akceptujesz kompromisy, to bierz śmiało, tylko kup od razu dobry płyn odtłuszczający!

Metalowa płyta zapiekająca umieszczona wewnątrz plastikowego adaptera powiększającego z zestawu Ninja Crispi
| Komponent / Parametr | Specyfikacja wg testów tech-room.pl |
|---|---|
| Model i Cena | FN101EUST (Standard, wersja EU) / Ok. 649,99 PLN (oficjalna), w promocjach do 539,00 PLN |
| Moc i Zasilanie | 1700 W / 220-240V |
| Pojemność naczyń roboczych | 1x Duży pojemnik 3,8 l 1x Mały pojemnik 1,4 l |
| Materiały komory pieczenia | Szkło borokrzemowe (TempWare/CleanCrisp), bez BPA, PTFE, PFAS |
| Materiały rusztów | Aluminium z powłoką nano-ceramiczną (wymaga ostrożności z silikonowymi stopkami) |
| Regulacja temperatury | Brak manualnej. Automatyka dobiera max ok. 185°C. 4 tryby pracy (Air Fry, Roast, Recrisp, Keep Warm). |
| Generowany hałas | Bardzo niski: 61 dB – 68 dB (cichszy od mikrofali) |
| Gabaryty i Waga Systemu | Ok. 34,5 x 30 x 34 cm / Waga całego zestawu: ok. 5-7 kg (wymaga wolnego blatu!) |
| Zmywarka | Tak (szkło, ruszty, uszczelki). Głowica PowerPod myta wyłącznie ręcznie! |

Front frytownicy Ninja Crispi pokazujący czarną głowicę grzewczą osadzoną na przezroczystym pojemniku z rusztem