Smartwatch Ulefone Armor Watch Pro w pudełku sprzedażowym z widocznym logo producenta

Pancerny smartwatch za 300 zł? Test Ulefone Armor Watch Pro

Kiedy słyszę hasło „pancerny smartwatch”, przed oczami od razu mam sprzęty od Garmina za kilka tysięcy złotych albo masywną serię T-Rex od Amazfita. Dlatego gdy dowiedziałem się, że Ulefone wypuścił na polski rynek model Armor Watch Pro za marne 299 złotych, zapaliła mi się czerwona lampka. AMOLED, wbudowany GPS, możliwość dzwonienia, a nawet integracja z ChatGPT w cenie przeciętnego paska do Apple Watcha? To brzmiało jak scam. Dostałem go na test, założyłem na nadgarstek, „wytaplałem w błocie” i… muszę przyznać, że ten tani chiński „czołg” autentycznie daje radę. Ma parę irytujących niedopatrzeń, ale stosunek ceny do jakości jest tu po prostu rewelacyjny.

Wyciągasz go z pudełka i od razu wiesz, z czym masz do czynienia. Koperta ma 48 mm średnicy, więc na chudej ręce wygląda trochę jak budzik. Miłym zaskoczeniem jest jednak bogate wnętrze opakowania. Jasne, sam magnetyczny kabelek ładujący to w zegarkach absolutna norma, ale w tak tanim sprzęcie producenci nagminnie wciskają nam przestarzałe wtyczki USB-A. Tutaj Ulefone daje nowoczesne zakończenie USB-C, dzięki czemu podepniecie go do kostki od każdego nowego smartfona. Do tego w zestawie dostajemy od razu dwa różne silikonowe paski na zmianę. W epoce gigantów technologicznych, którzy pod płaszczykiem „ekologii” ogołacają pudełka ze wszystkiego co się da, a za głupi kawałek zapasowego silikonu każą dopłacać w sklepie grube pieniądze, takie podejście do klienta po prostu cieszy.

Pancerny smartwatch Ulefone Armor Watch Pro na czarnym pasku silikonowym

Pancerny smartwatch Ulefone Armor Watch Pro na czarnym pasku silikonowym

Ulefone chwali się certyfikatem wojskowym MIL-STD-810H oraz normami IP68 i IP69K. Co to oznacza w praktyce? Robiłem w nim spory remont, nosiłem gruz i zalałem go zaprawą. Zamiast się cackać, po prostu wrzuciłem go pod mocny strumień wody w ogrodzie i wyszorowałem szczotką. Zero problemów. Woda pod ciśnieniem nie robi na nim żadnego wrażenia.

Muszę was jednak ostrzec przed jednym haczykiem. Producent podaje wodoszczelność na poziomie 5ATM, co sugeruje, że można z nim pływać. Fizyki jednak nie oszukacie. Zegarek jest czarny i masywny. Jeśli wygrzejecie go na plaży w pełnym słońcu (w środku robi się wtedy piekarnik i powietrze się rozpręża), a potem skoczycie do lodowatego Bałtyku, nagły spadek temperatury stworzy w kopercie podciśnienie. Uszczelki po prostu zassą wodę do środka. Na reddicie pełno jest historii o zalanych w ten sposób tanich zegarkach. Traktujcie go więc jak sprzęt „na budowę” i w deszcz, ale nie jako komputer do nurkowania.

Ekran nie ma się czego wstydzić, system zaskakuje, ale ta korona…

Za trzy stówki dostajemy panel AMOLED 1.5 cala o rozdzielczości 466×466 pikseli (to daje zagęszczenie 439 PPI). Tarcze są ostre jak brzytwa, czerń jest idealna, a kolory nasycone. Chroni to wszystko Gorilla Glass 3. Zaliczyłem kilka bliskich spotkań ze ścianą w piwnicy i na szkle nie ma ani jednej rysy. Jasność kończy się na 550 nitach i wystarcza to na odczyt w każdych warunkach pogodowych.

Zegarek Ulefone Armor Watch Pro z czarnym paskiem oraz leżący na pierwszym planie dodatkowy, zielony pasek z zestawu

Zegarek Ulefone Armor Watch Pro z czarnym paskiem oraz leżący na pierwszym planie dodatkowy, zielony pasek z zestawu

Zanim zacznę narzekać na sterowanie, muszę pochwalić oprogramowanie, bo system jak na tak tani zegarek jest naprawdę świetny. Na duży plus zasługuje możliwość pełnej zmiany skrótów, które pokazują się po przeciągnięciu palcem od górnej krawędzi ekranu. Konfigurujesz to pod siebie i masz najważniejsze opcje zawsze pod ręką. OS jest niespodziewanie konfigurowalny, oferuje mnóstwo widżetów, a same animacje trybów sportowych z miejsca skojarzyły mi się z Pip-Boyem z Fallouta i mają przyjemny, oldschoolowy klimat.

A teraz obiecana wada. Na prawym boku umieszczono fizyczną koronkę i póki co jest ona dość problematyczna. Kiedy robisz pompki albo mocniej wygniesz nadgarstek na zewnątrz, wierzch dłoni z automatu wciska i przekręca ten guzik. Bardzo łatwo o pomyłkę. Co chwilę wybudzałem ekran albo niechcący przestawiałem tarczę. Korona ma ewidentnie niewykorzystany potencjał i padła ofiarą głupich niedopatrzeń. Zbawieniem byłaby aktualizacja wprowadzająca twardą blokadę ekranu. Oby producent to naprawił, bo sam system jest lepszy niż podstawowe OSy w konkurencyjnych tanich zegarkach i na pewno da się z niego wyciągnąć jeszcze więcej.

Rozpakowany Ulefone Armor Watch Pro z bogatym zestawem akcesoriów - zielonym i czarnym paskiem oraz kablem USB-C

Rozpakowany Ulefone Armor Watch Pro z bogatym zestawem akcesoriów – zielonym i czarnym paskiem oraz kablem USB-C

Gadanie do zegarka, własny GPS i obieranie ziemniaków na rowerze

Ulefone wcisnął tu integrację z wielkim modelem językowym. Brzmi dumnie, ale mechanizm jest prosty: zegarek działa jak mikrofon dla aplikacji w telefonie. Podnosisz nadgarstek, zadajesz pytanie, a odpowiedź pojawia się na ekranie lub słyszysz ją z głośniczka. Przydatne, gdy masz brudne ręce i chcesz przeliczyć cale na centymetry. Super jest też opcja AI Watch Face Generator. Mówisz aplikacji, jakiej tarczy chcesz używać (np. „neonowy kot w kosmosie”), a algorytm w kilka sekund ci ją rysuje. Mega gadżet.

Wielkim plusem jest wbudowany głośnik i mikrofon. Odbieranie telefonów podczas jazdy rowerem albo wbijania gwoździ działa świetnie. Rozmówcy nawet nie wiedzieli, że mówię do nadgarstka.

Zegarek ma też wbudowany, samodzielny GPS i zapisuje przebytą trasę. To fajny bajer, ale moim zdaniem w trakcie treningu trochę zbędny, bo na samym zegarku nie widać mapy, tylko jakieś kreski rysujące się na czarnym tle. Pełny podgląd z ładną mapą macie dopiero po synchronizacji w aplikacji. Do amatorskiego logowania kilometrów to wystarczy, ale wiadomo, że to nie jest topograficzna nawigacja z prawdziwego zdarzenia.

Zapisana trasa z wbudowanego modułu GPS wyświetlana na ekranie zegarka Ulefone Armor Watch Pro w postaci zielonej linii

Zapisana trasa z wbudowanego modułu GPS wyświetlana na ekranie zegarka Ulefone Armor Watch Pro w postaci zielonej linii

A jak wypada śledzenie samej aktywności? Cóż, automatyczne rozpoznawanie sportów działa… różnie. Kiedy sprzątałem mieszkanie, zegarek nagle zapytał, czy przypadkiem nie biegam. Najlepsze było jednak obieranie ziemniaków na obiad, przy którym urządzenie z pełną powagą zasugerowało, że chyba jeżdżę na rowerze. Z kolei podczas zwykłego chodzenia potrafił ogarnąć sytuację po 300 metrach, a innym razem po 10 minutach marszu milczał jak zaklęty. Co do samej skuteczności pomiarów: nie ma co wierzyć mu co do kroku. To zegarek, który pokaże wam wynik „mniej więcej”. Radzi sobie raczej lepiej niż gorzej, ale precyzji znanej z droższych zegarków tu po prostu nie znajdziecie.

Spanie z budzikiem na nadgarstku i zabawa w lekarza

Ulefone chwali się całym systemem, który nazywają „My Health Tutor”. Mamy tu ciągły pomiar tętna, sprawdzanie natlenienia krwi (SpO2), badanie stresu przez HRV i monitorowanie snu. Brzmi super, ale powiem wam szczerze: spanie z zegarkiem o średnicy 48 mm to coś, do czego musiałem się przyzwyczaić. Trochę mi przeszkadzał.

Tylny panel zegarka Ulefone Armor Watch Pro z widocznymi czujnikami biometrycznymi i stykami ładowania magnetycznego

Tylny panel zegarka Ulefone Armor Watch Pro z widocznymi czujnikami biometrycznymi i stykami ładowania magnetycznego

Do samych czujników nie mam większych zastrzeżeń jak na tę cenę. Pulsometr działa na zielonych diodach, a w nocy sprytnie przełącza się na podczerwień, więc nic nie wali wam po oczach, gdy próbujecie zasnąć. Porównałem wyniki tętna spoczynkowego z domowym ciśnieniomierzem medycznym i pokrywały się niemal 1 do 1. Największym zaskoczeniem jest jednak analiza snu. Sen i krótkie drzemki w ciągu dnia rozpoznaje zaskakująco dobrze! Aplikacja bezbłędnie wyłapała moje nocne wybudzenia i rozbiła odpoczynek na fazy płytkie, głębokie i REM. Do amatorskiego kontrolowania organizmu wystarcza z nawiązką.

Aplikacja Armor Watch Sync: Prostota czy po prostu bieda?

Zegarkiem zarządzamy z poziomu smartfona (Android lub iOS) przez dedykowaną apkę. I tu musimy sobie wyjaśnić jedną rzecz, bo to główny powód, dla którego ten sprzęt kosztuje 300 zł, a nie 1000 zł. Aplikacja jest… do bólu prosta, żeby nie powiedzieć, że wręcz surowa.

Jeśli jesteście przyzwyczajeni do Zepp OS z zegarków Amazfit, gdzie macie sklep z aplikacjami zewnętrznymi, kalkulatory progu mleczanowego, analizy obciążenia treningowego i inne cuda dla ultrasportowców, tutaj tego nie znajdziecie. Armor Watch Sync zbiera statystyki, rysuje czytelne wykresy, pozwala ustawić powiadomienia (które przychodzą natychmiastowo) i… to w zasadzie wszystko. Dla hardkorowego sportowca-analityka to będzie dramat. Ale dla mnie? Jako faceta, który chce po prostu widzieć ślad GPS z roweru, odczytać SMS-a i wiedzieć, czy się wczoraj dobrze wyspał, to absolutnie satysfakcjonujące rozwiązanie. Przynajmniej interfejs nie atakuje mnie milionem niepotrzebnych tabelek.

Wbudowana aplikacja kalkulatora z czerwonymi akcentami wyświetlana na dotykowym ekranie Ulefone Armor Watch Pro

Wbudowana aplikacja kalkulatora z czerwonymi akcentami wyświetlana na dotykowym ekranie Ulefone Armor Watch Pro

Bateria pozwala zapomnieć o ładowarce

Ogniwo 410 mAh we współpracy z opisanym wyżej lekkim systemem robi genialną robotę. Włączyłem wszystko: monitorowanie tętna 24/7, powiadomienia, sprawdzanie tlenu we krwi (SpO2) i śledzenie snu. W takim rygorze Armor Watch Pro prosił o prąd dopiero po tygodniu. Gdy katowałem go ciągłym używaniem GPS i dzwonieniem przez Bluetooth, wytrzymał równe 3 dni. Dla mnie to wynik absolutnie wystarczający, uwalniający od nerwowego szukania gniazdka każdego wieczoru.

Werdykt: Świetny start w świat smartwatchy

Podsumowując to wszystko, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Wszystkie negatywy i braki, o których wspomniałem wyżej, są tak naprawdę mało ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę cenę tego urządzenia. Oprogramowanie ma potknięcia (np. z tą koroną), ale to rzeczy, które łatwo naprawić aktualizacją, a już teraz system daje ogromne pole do personalizacji.

Jasny ekran AMOLED zegarka Ulefone Armor Watch Pro wyświetlający sportową, żółto-czarną tarczę cyfrową

Jasny ekran AMOLED zegarka Ulefone Armor Watch Pro wyświetlający sportową, żółto-czarną tarczę cyfrową

Jeśli chcesz zacząć swoją przygodę ze smartwatchami, zależy ci na twardym sprzęcie (na budowę, na rower, do warsztatu), a nie uśmiecha ci się wydawać więcej niż 300 złotych, to Ulefone Armor Watch Pro jest znakomitą propozycją. Dostajesz fenomenalny ekran AMOLED, porządną baterię, wbudowany GPS, dwa paski w zestawie i odporność na błoto w cenie dobrego obiadu dla dwóch osób. Zdecydowanie warto dać mu szansę!


Tabela: Specyfikacja techniczna Ulefone Armor Watch Pro

Parametr Specyfikacja wg testów tech-room.pl
Ekran 1.50″ AMOLED, 466×466 pikseli (439 PPI), 60Hz, 550 nitów
Ochrona matrycy Corning Gorilla Glass 3
Certyfikaty wytrzymałościowe MIL-STD-810H, IP68, IP69K (odporny na myjki ciśnieniowe)
Wodoszczelność 5ATM (odradzam skoki do zimnej wody po nagrzaniu koperty!)
Bateria i Ładowanie 410 mAh (do 7-8 dni przy normalnym użytkowaniu). W zestawie magnetyczny kabel USB-C.
Łączność i System Bluetooth 5.3, własny system RTOS, aplikacja Armor Watch Sync (Android/iOS)
Geolokalizacja Wbudowany, samodzielny GPS (tylko zapis śladu widoczny w aplikacji)
Rozmowy głosowe Tak (wbudowany mikrofon i głośnik, działa rewelacyjnie)
Funkcje AI Komunikacja z ChatGPT (wymaga telefonu z siecią), AI Watch Face Generator
Akcesoria w pudełku 2x pasek silikonowy, kabel magnetyczny (USB-C)
Cena testowana Ok. 299 PLN (oficjalna polska dystrybucja, luty 2026)

Wejdź do świata filmów i seriali na:

Movies Room logo