Kupujesz laptop gamingowy i chcesz dwóch rzeczy naraz: żeby miał moc i żeby tej mocy nie oddawał tylko przez pierwsze pięć minut po odpaleniu gry. Brzmi banalnie, ale to właśnie na tym rozjeżdża się większość „nowych gamingów” ze średniej półki. Na papierze masz RTX, dużo rdzeni, ładne hasła. W praktyce dostajesz plastikową obudowę, która robi się ciepła jak kubek herbaty, wentylatory, które zaczynają żyć własnym życiem, i boosty, które gasną, gdy laptop wchodzi w temperatury.
I wtedy pojawia się Alienware. Marka, która od lat buduje wokół siebie aurę „sprzętu dla wymagających”, ale wbrew pozorom nie chodzi tu o kosmiczny design i logo. Sedno jest bardziej przyziemne: konstrukcja, termika i stabilność. Alienware ma być jak drogie auto z mocnym silnikiem. Nie interesuje Cię tylko liczba koni, ale to, czy da się tym jechać długo, równo i bez zadyszki.
Dlatego używany lub outletowy Dell Alienware używany z ag.pl potrafi być mocniejszym wyborem niż nowy, plastikowy laptop gamingowy ze średniej półki. W kategorii Alienware na ag.pl znajdziesz sprzęty kierowane nie tylko do graczy, ale też do osób pracujących kreatywnie, a sklep deklaruje 12-miesięczną gwarancję sprzedawcy i opisuje, że urządzenia przechodzą testy jakości.
W tym tekście będziemy patrzeć na Alienware jak na narzędzie. Bez świętego oburzenia na „używany”, bez zachwytu nad „nowym”. Będą konkrety: materiały obudowy, design „Legend”, po co firmie takie rozwiązania, a potem przejdziemy do serca tematu, czyli chłodzenia i utrzymania wydajności w grach. Tak, padną też te słowa, których szukasz w Google: laptopy gamingowe polesingowe, wydajność w grach, tanie laptopy do montażu wideo, Alienware m15, Alienware x17, chłodzenie Cryo-Tech i temat, który w Alienware wraca jak refren, czyli throttling i realne TGP.
Można kupić laptopa „do grania” na dwa sposoby. Pierwszy to kupno pod marketing: byle było RGB, byle było „gaming”, byle w specyfikacji świeciło RTX-em. Drugi to kupno pod użytkowanie: żeby komputer trzymał wydajność, nie gotował się w dłoniach i nie zmieniał się w suszarkę, gdy tylko zaczniesz grać albo renderować.
Alienware stoi po tej drugiej stronie. I właśnie dlatego porównanie do Rolls-Royce’a ma sens. Nie dlatego, że jest „najdroższy”, tylko dlatego, że w premium płaci się za rzeczy niewidoczne na pierwszy rzut oka: sztywność konstrukcji, rozkład wnętrza, jakość chłodzenia, dobór materiałów, ergonomię, porty, kulturę pracy.
W średniej półce często dzieje się ten sam scenariusz. Laptop odpala grę, przez chwilę jest super, bo GPU i CPU wchodzą na wysokie taktowania. Po kilku minutach temperatura rośnie, układ chłodzenia przestaje wyrabiać, więc elektronika zaczyna się bronić. Efekt?
spadają zegary,
spada liczba klatek,
rosną skoki frametime, czyli pojawiają się mikroprzycięcia,
wentylatory wchodzą w tryb „awaryjny”.
A Ty patrzysz na ekran i myślisz: „Przecież miałem mieć wydajność w grach”.
W Alienware sens premium polega na tym, żeby taki scenariusz był rzadszy. To dlatego w opisach kategorii Alienware na ag.pl mocno podkreślany jest segment „dla graczy i profesjonalistów” oraz obecność rozwiązań związanych z chłodzeniem, jak Alienware Cryo-Tech.
Tu ważna rzecz: Alienware nie jest „magiczny”. To nadal laptop, więc ma ograniczenia fizyki. Różnica polega na tym, że w tej marce fizyka jest traktowana poważnie. W praktyce oznacza to, że szybciej zobaczysz stabilne wyniki i mniej kompromisów w długich sesjach, a nie tylko w krótkim benchmarku.
Jeśli chcesz punkt odniesienia, w opisach kategorii ag.pl przewijają się konkretne modele, takie jak Alienware m15 i Alienware x17.
To dobry podział „z grubsza”, bo pozwala myśleć o zakupie jak o wyborze charakteru:
Alienware m15 częściej będzie wyborem dla kogoś, kto chce premium gaming w bardziej mobilnej formie, bez robienia z plecaka siłowni.
Alienware x17 częściej celuje w użytkowników, którzy świadomie wybierają większą konstrukcję, bo chcą wyższej wydajności utrzymywanej dłużej, większego ekranu i większego marginesu termicznego.
W obu przypadkach idea jest ta sama: masz dostać sprzęt, który nie udaje mocnego, tylko faktycznie potrafi pracować pod obciążeniem. I tu dochodzimy do tematu, który robi największą różnicę w tej klasie laptopów, czyli do konstrukcji.

„Design” w laptopie gamingowym to słowo, które bywa mylące. Bo dla wielu marek design oznacza: kanciaste linie, agresywne wstawki, trochę RGB i gotowe. W Alienware design to również inżynieria. Wystarczy spojrzeć na to, jak Dell opisuje swoje podejście: mowa o materiałach takich jak anodowane aluminium i stop magnezu, które mają zapewniać sztywność konstrukcji i być częścią projektu zbudowanego wokół wydajności.
To nie jest kosmetyka. Sztywniejsza obudowa i lepsze materiały to w praktyce kilka korzyści, które docenisz szybciej niż myślisz.
Jeśli laptop jest miękki, „pracuje” pod naciskiem i ma słabe zawiasy, to po roku intensywnego używania zaczynają się drobne problemy: ugięcia, trzaski, luzy, gorsze spasowanie. W sprzęcie premium chodzi o to, żeby konstrukcja była stabilna i znosiła normalne życie: przenoszenie, granie, podpinanie peryferiów, długie sesje.
Dell na swojej stronie o laptopach Alienware wprost wskazuje anodowane aluminium i stop magnezu jako materiały dające sztywność.
Ag.pl w opisie kategorii Alienware również zwraca uwagę na „wytrzymałe materiały, takie jak anodyzowane aluminium i magnez”.
To ważne także dla profesjonalistów. Jeśli robisz montaż, render 3D albo pracujesz w CAD, laptop nie jest „zabawką”. To narzędzie, które ma być przewidywalne, także mechanicznie.
Alienware ma charakterystyczne bryły, tylne „garby”, wyloty powietrza w miejscach, gdzie inne laptopy próbują być płaskie i cienkie. I bardzo dobrze. W premium gaming „cieniej” często znaczy „goręcej”, a „goręcej” bardzo szybko znaczy „wolniej”.
Takie elementy jak podniesiony tył, rozkład wlotów i wylotów powietrza czy szeroki „tylny pas” nie są tylko stylistyką. Dell opisuje np. konstrukcję Cryo-Chamber, która unosi tył laptopa nad powierzchnią, żeby zwiększyć przepływ powietrza i poprawić zarówno osiągi, jak i akustykę.
To już zahacza o chłodzenie, ale warto to powiedzieć wprost: w Alienware obudowa i układ termiczny są projektowane razem.
W premium gaming nie chodzi wyłącznie o to, żeby laptop wytrzymał temperatury. Chodzi też o to, żeby dało się na nim normalnie funkcjonować. Dell przy opisie nowych konstrukcji podkreśla m.in. wygodniejsze palmresty i łatwiejsze otwieranie pokrywy.
To są detale, które w recenzjach często wyglądają na drobiazgi. Dopóki nie spędzisz przy laptopie całego dnia i nie zorientujesz się, że ergonomia to nie fanaberia.
I tu wracamy do sedna Twojego dylematu: nowy, plastikowy gaming ze średniej półki często jest „nowy”, ale bywa budowany z myślą o cenie i wyglądzie. Alienware, nawet jako Dell Alienware używany z pewnego źródła, jest częściej budowany z myślą o tym, żeby utrzymać tempo pod obciążeniem. A to jest różnica, którą widać w FPS-ach i czuć w codziennym użytkowaniu.

Jeśli mam wskazać jedną rzecz, która odróżnia premium gaming od „ładnego speca w plastiku”, to będzie to chłodzenie. Nie RGB, nie naklejka RTX, nie nawet liczba rdzeni. Chłodzenie. Bo ono decyduje, czy Twoja wydajność w grach utrzyma się po 30 minutach, czy spadnie, gdy laptop wejdzie w temperatury.
Alienware od lat buduje wokół tego całą narrację techniczną. Na stronie kategorii Alienware na ag.pl Cryo-Tech jest wymienione wprost jako jedna z technologii, która ma zapewniać odpowiednie chłodzenie podczas intensywnego grania.
Dell opisuje Cryo-Tech jako podejście do odprowadzania ciepła, które może wykorzystywać m.in. rozwiązania typu komory parowe i wydajne wentylatory.
Laptop ma dwa tryby życia. Pierwszy to „start” – moment po uruchomieniu gry, gdy wszystko jest jeszcze chłodne. Drugi to „maraton” – gdy CPU i GPU pracują długo, a układ termiczny ma dowieźć, żeby nie weszły ograniczenia.
Gdy temperatury rosną, włącza się mechanizm obronny: throttling, czyli obniżanie taktowań, żeby nie przekroczyć bezpiecznych wartości. I wtedy nawet mocna karta zaczyna grać na krótszej smyczy. Stąd te sytuacje, kiedy masz drogi laptop, a klatki lecą w dół albo pojawiają się przycięcia.
Alienware próbuje ten scenariusz odsunąć jak najdalej. Jednym z elementów, o których firma mówi wprost, jest tzw. Cryo-Chamber – konstrukcja, która ma poprawić przepływ powietrza przez uniesienie tylnej części i stworzenie „korytarza” dla zasysanego powietrza. PC Gamer opisuje to jako rozwiązanie, które ma pomóc laptopowi „oddychać” lepiej i jednocześnie ograniczać hałas.
Komora parowa działa jak szybki rozdzielacz ciepła. Zamiast skupiać temperaturę w jednym miejscu, pomaga rozprowadzać ją na większej powierzchni radiatora, co ułatwia oddanie jej do powietrza.
A potem masz jeszcze temat, który w Alienware przewija się wyjątkowo często: Element 31. Dell w polskiej wersji strony Alienware opisuje Element 31 jako materiał galowo-krzemowy umieszczany na CPU i GPU, którego zadaniem jest lepsze odprowadzanie ciepła, żeby laptop działał z optymalną szybkością.
W praktyce to „interfejs termiczny” między układem a chłodzeniem. Nie ozdoba. Nie marketingowy slogan. To element, który ma wpływ na temperatury, a temperatury mają wpływ na utrzymanie taktowań.
Jeśli chcesz jeszcze mocniejszy sygnał, że firma traktuje temat serio: na stronie Della dotyczącej wyróżnień CES pojawia się informacja, że w kontekście Alienware Cryo-Tech występują jednocześnie Element 31 i vapor chamber.
Czy to znaczy, że Alienware zawsze będzie chłodny i cichy? Nie. Moc kosztuje temperatury i decybele. Różnica polega na tym, że w Alienware częściej widzisz podejście: „dowozimy stabilność, nawet jeśli to duża maszyna”, zamiast: „jakoś to będzie, byle w specyfikacji wyglądało”.

Ekran w laptopie gamingowym bywa traktowany po macoszemu. A przecież to jedyny element, na który patrzysz bez przerwy. W Alienware ważne jest to, że wysokie odświeżanie idzie często w parze z sensownymi parametrami obrazu, a nie z panelem „byle szybkim”.
360 Hz to nie jest „magiczny aim”. To jest bardziej precyzyjna kontrola ruchu i mniejsze rozmycie, szczególnie w dynamicznych tytułach. Jeśli grasz w strzelanki, to po prostu czuć. Różnica robi się największa wtedy, gdy GPU faktycznie potrafi dowieźć wysoki FPS, a to znowu wraca do chłodzenia i TGP.
Dell w specyfikacjach dla Alienware x17 R2 pokazuje, że warianty matryc obejmują m.in. FHD 360 Hz z deklarowanym pokryciem 100% sRGB, a także opcje z wysokim pokryciem DCI-P3 99% (np. w wariantach UHD).
Podobnie w nowszych rodzinach m15/m16 Dell pokazuje różne kombinacje: QHD 240 Hz z 99% DCI-P3 albo FHD+ 360 Hz z 100% sRGB. To nie jest „jeden ekran dla wszystkich”, tylko dobór pod zastosowanie.
Jeżeli montujesz wideo, robisz grafiki, pracujesz przy materiałach do sociali albo siedzisz w 3D, kolor ma znaczenie. 100% sRGB to dobry fundament do treści internetowych. DCI-P3 w okolicach 99% robi się atrakcyjne wtedy, gdy pracujesz na materiałach szerokogamutowych i zależy Ci na bardziej „kinowym” zakresie barw.
Tu fajnie spina się myśl przewodnia tekstu: Alienware może być jednocześnie odpowiedzią na „premium gaming” i na „tanie laptopy do montażu wideo”, jeśli „tanie” rozumiesz uczciwie, czyli tańsze niż nowe premium, ale nadal z mocnym ekranem i stabilną platformą.

Tu dochodzimy do sedna, które często pomijają opisy w marketach: ten sam model karty graficznej w dwóch laptopach może mieć zupełnie inną wydajność. I nie, to nie jest magia ani „lepsze sterowniki”. Najczęściej to prosta fizyka i limity mocy.
TGP (Total Graphics Power) mówi w dużym skrócie, ile mocy karta może realnie dostać, żeby utrzymać wysokie taktowania. Jeśli TGP jest niskie albo chłodzenie nie wyrabia, karta „nie jest sobą”. W efekcie droższy RTX potrafi działać jak tańszy, bo jest ograniczony.
Dla przykładu, w testach i specyfikacjach Alienware x17 R2 z RTX 3080 Ti przewija się maksimum rzędu 175 W dla GPU. Tom’s Hardware wprost podaje „175 W max graphics power” przy konfiguracji z RTX 3080 Ti.
To też widać w kartach produktowych u dużych sprzedawców, gdzie podawane jest „maks. moc karty (TGP) 175 W” dla x17 R2 z RTX 3080 Ti.
I teraz najważniejsze pytanie: po co Ci ta wiedza?
Bo dzięki temu przestajesz kupować „RTX-a w próżni”. Zaczynasz kupować pakiet GPU + limity mocy + chłodzenie. A to jest dokładnie to, co premium gaming robi lepiej niż średnia półka.
| Co porównujesz | Typowy laptop z marketu | Alienware (premium podejście) |
|---|---|---|
| „RTX w specyfikacji” | często wygląda świetnie na naklejce | też wygląda świetnie, ale liczy się utrzymanie mocy |
| Limity mocy (TGP) | bywa niższe lub mniej stabilne pod obciążeniem | w mocniejszych konfiguracjach spotkasz wysokie maksimum (np. 175 W dla RTX 3080 Ti w x17 R2) |
| Stabilność w dłuższej sesji | częściej spadki przez temperatury | większa szansa na stabilniejsze taktowania dzięki rozbudowanej termice |
Nie twierdzę, że każdy Alienware zawsze wygra z każdym „nowym gamingiem”. Twierdzę coś bardziej praktycznego: jeśli chcesz kupować mądrze, a nie „po nalepce”, to Alienware daje Ci lepszy punkt wyjścia, bo od początku jest projektowany pod długie obciążenie. A gry i rendering właśnie tym są: długim obciążeniem.

W „zwykłym” laptopie gamingowym RGB bywa dodatkiem. W Alienware częściej jest częścią ekosystemu, który ma Ci ułatwiać życie. I nie chodzi o to, żeby świeciło jak choinka. Chodzi o to, że gdy masz maszynę, która potrafi wciągnąć sporo watów i generować dużo ciepła, szybka kontrola profili oraz automatyzacja zachowań ma realny sens.
Alienware spina to w Alienware Command Center i AlienFX. Dell wprost opisuje, że AlienFX pozwala sterować strefami podświetlenia, jasnością, tempem efektów i przypisywać ustawienia do profili.
Jeśli montujesz wideo, renderujesz 3D albo pracujesz na długich eksportach, to Twoim wrogiem jest chaos: przypadkowe ustawienia trybu pracy, skoki temperatur, throttling, nagłe zmiany głośności. AlienFX i Command Center możesz potraktować jak panel sterowania „trybami pracy”:
jeden profil pod wydajność w grach (wysokie limity mocy, agresywniejsza krzywa wentylatorów),
drugi profil pod pracę kreatywną (stabilność, przewidywalność),
trzeci „nocny” (ciszej, kosztem mocy, gdy nie potrzebujesz maksimum).
I tak, oświetlenie może tu pełnić rolę sygnalizacji. Ustawiasz konkretny kolor dla profilu „render” i już po spojrzeniu wiesz, w jakim trybie jesteś. Brzmi jak gadżet? Dopóki nie przełączysz się omyłkowo na profil cichy, odpalasz grę i zastanawiasz się, czemu FPS nie trzyma.
W tym miejscu wraca też Twoje słowo kluczowe: AlienFX. W Alienware ono nie jest tylko „ozdobą”, tylko elementem spójnego sterowania środowiskiem pracy.
Kupno używanego laptopa premium gamingowego ma sens tylko wtedy, gdy nie jest loterią. Alienware to maszyny mocne, a moc oznacza obciążenia, temperatury i zużycie. Dlatego źródło zakupu ma znaczenie większe niż przy „zwykłym biurowym”.
W kategorii Alienware na ag.pl jasno komunikowane są dwie rzeczy, które dla kupującego są jak pas bezpieczeństwa:
12-miesięczna gwarancja sprzedawcy,
informacja o tym, że sprzęt przechodzi testy jakości przed sprzedażą.
To jest różnica między zakupem „bo ktoś napisał, że działa” a zakupem, gdzie sklep bierze odpowiedzialność za stan urządzenia. W przypadku premium gamingu to kluczowe, bo problemy często ujawniają się dopiero pod obciążeniem.
Jeśli mówimy o laptopie klasy Dell Alienware używany, sensowne minimum to:
stabilność CPU i GPU pod dłuższym obciążeniem (czyli to, co ludzie nazywają „stress testami”),
temperatury i zachowanie taktowań (czy nie ma natychmiastowego throttlingu),
porty, ładowanie i zasilacz (w gamingu zasilacz to pół sukcesu),
ekran (martwe piksele, nierówności podświetlenia),
dysk (kondycja, temperatury, prędkości).
Nie musisz tego sam robić „na kolanie”, ale warto rozumieć, co odróżnia sensowną ofertę od losowego ogłoszenia. I właśnie dlatego wątek ag.pl opinie dobrze traktować jako dodatek, a nie jedyny argument. Opinie są okej, ale w sprzęcie liczy się też to, czy sklep ma procedury i gwarancję, a to ag.pl komunikuje wprost na stronie kategorii Alienware.
Wiele osób patrzy na Alienware jak na sprzęt „do grania”. Jasne, to jego naturalne środowisko. Tylko że mocne GPU, wydajne CPU i sensowne chłodzenie robią dokładnie to samo, czego potrzebują profesjonaliści: stabilność pod obciążeniem.
Jeśli montujesz wideo, szczególnie w 4K, to komputer ma dwa zadania:
płynnie ogarniać podgląd i timeline,
nie dławić się przy eksporcie.
W tym sensie „tanie laptopy do montażu wideo” nie oznaczają „najtańsze z półki”. Oznaczają: tańsze niż nowe premium, ale nadal z platformą, która nie złoży się po kwadransie eksportu. I tu wracamy do tego, co już było w punktach 3–5: Cryo-Tech, sensowna termika i możliwość utrzymania wysokiej wydajności dłużej.
Gry e-sportowe (CS2/Valorant/OW2): zyskasz na ekranie o wysokim odświeżaniu i niskim opóźnieniu, ale nadal potrzebujesz stabilnej platformy.
AAA + ray tracing: liczy się GPU, VRAM, TGP i chłodzenie, bo obciążenie jest długie i ciężkie.
Montaż 4K: sensowny CPU + dużo RAM + szybki SSD, a GPU przyspiesza konkretne etapy pracy.
3D/CAD: GPU i VRAM robią różnicę w viewportach i renderach, a stabilność termiczna decyduje, czy praca jest przewidywalna.
Tu też naturalnie pojawia się fraza laptopy gamingowe polesingowe – bo Alienware w praktyce potrafi pełnić rolę „mobilnej stacji roboczej”, która przy okazji jest świetna w grach.
Używany laptop gamingowy premium ma jeszcze jedną przewagę nad wieloma cienkimi konstrukcjami: częściej da się go sensownie utrzymać w formie przez lata. Tylko trzeba podejść do tego jak do sprzętu, który pracuje ciężko.
W gamingu i pracy kreatywnej bardzo szybko wychodzi, czy laptop ma „oddech”.
Jeśli grasz i równolegle masz Discorda, przeglądarkę, aplikacje w tle, to 16 GB bywa minimum, ale 32 GB często daje komfort, szczególnie przy nowszych grach i multitaskingu.
Przy montażu, projektach 3D i pracy na dużych plikach szybciej dojdziesz do momentu, gdzie RAM jest realnym ograniczeniem.
Dyski to drugi temat. Gry potrafią ważyć absurdalne ilości gigabajtów, a projekty wideo czy 3D rosną jeszcze szybciej. Dlatego w laptopie premium często sensownie jest:
mieć osobny dysk „na system i aplikacje”,
i osobny „na gry/projekty”.
To nie jest fanaberia. To jest wygoda, porządek i często lepsza praca na plikach.
Używane premium gaming to jak sportowe auto z rynku wtórnego: jeśli ktoś dbał, będzie jeździło świetnie. Jeśli nie dbał, pierwsze co robisz, to serwis startowy.
W laptopach gamingowych sensowne minimum to:
okresowe czyszczenie układu chłodzenia z kurzu,
kontrola temperatur,
w razie potrzeby wymiana pasty/termopadów (szczególnie, gdy sprzęt ma za sobą intensywne użytkowanie).
To wszystko przekłada się bezpośrednio na to, co Cię interesuje najbardziej: stabilną wydajność w grach i mniejsze ryzyko throttlingu. A w Alienware, gdzie chłodzenie jest jednym z filarów (Cryo-Tech, elementy typu cryo-chamber, a w nowszych konstrukcjach także materiały termiczne jak Element 31), higiena termiczna po prostu ma sens.
Jeśli ktoś obiecuje Ci „cichutki laptop gamingowy”, to najczęściej sprzedaje bajkę albo przemilcza najważniejsze: moc kosztuje odprowadzanie ciepła. A odprowadzanie ciepła w laptopie oznacza wentylatory, radiator, przepływ powietrza i zwyczajnie pewien poziom hałasu, gdy GPU i CPU pracują na wysokich limitach.
Alienware nie jest od tego wyjątkiem. I dobrze, że nie udaje.
Warto natomiast rozróżnić dwie rzeczy: „jest głośny, bo jest źle zaprojektowany” i „jest słyszalny, bo dowozi moc, a chłodzenie realnie pracuje”. W premium gamingu często dostajesz to drugie. Maszyna jest zaprojektowana tak, żeby pod obciążeniem trzymać temperatury i taktowania, a wentylatory robią swoje. Alienware bardzo mocno opiera się na podejściu Cryo-Tech, gdzie cały układ chłodzenia jest traktowany jako fundament wydajności.
Sama głośność to tylko część historii. Druga część to charakter tego dźwięku i jego przewidywalność. W tańszych konstrukcjach bywa tak, że wentylatory skaczą: raz cisza, raz nagle suszarka, potem znowu cisza. To potrafi męczyć bardziej niż stały, równy szum.
W laptopach klasy Alienware częściej spotkasz bardziej „techniczne” podejście: pod obciążeniem laptop wchodzi w konkretny tryb pracy i ten tryb utrzymuje. Dla gracza oznacza to mniej irytujących skoków, a dla montażysty czy grafika 3D, większą przewidywalność przy długich eksportach i renderach.
Jeśli używasz Alienware jako narzędzia, a nie tylko „maszyny do gier”, bardzo przydają się profile w Alienware Command Center. Dell opisuje AlienFX i funkcje związane z profilami oraz sterowaniem ustawieniami, co w praktyce pozwala dopasować zachowanie sprzętu do sytuacji.
W normalnym życiu daje to proste możliwości:
tryb „praca biurowa / web” – ciszej, bo nie potrzebujesz pełnych limitów,
tryb „gra AAA / render” – wydajność priorytetem, więc wentylatory mają prawo pracować mocniej,
tryb „nocny” – kompromis: mniej mocy, ale też mniej hałasu.
Warto też pamiętać o podstawach, które często robią większą różnicę niż ludzie zakładają:
laptop gamingowy powinien mieć sensowny dostęp do powietrza (biurko, podstawka, nie koc),
czystość układu chłodzenia ma realny wpływ na temperatury i zachowanie wentylatorów,
jeśli sprzęt jest używany, „serwis startowy” w postaci czyszczenia potrafi poprawić kulturę pracy.
To jest trochę jak z autem o dużej mocy: możesz jechać spokojnie i będzie cicho, ale gdy wciśniesz gaz, to silnik będzie słyszalny. Ważne, żeby był słyszalny dlatego, że pracuje, a nie dlatego, że walczy o przetrwanie.
Jeśli szukasz laptopa, który ma grać i pracować bez udawania, Dell Alienware używany potrafi być znacznie pewniejszym wyborem niż nowy, plastikowy „gaming” ze średniej półki. Dostajesz konstrukcję zrobioną pod obciążenie, podejście do chłodzenia, które ma dowozić stabilną wydajność, i platformę, która sprawdzi się nie tylko w grach, ale też w montażu czy 3D.
Zapraszamy na ag.pl – w strefie gaming znajdziesz swój model Alienware i dobierzesz konfigurację pod to, jak naprawdę grasz i pracujesz.