Recenzja Tefal Cook4Me Touch Pro – gotowanie w nowym wydaniu

Gotować potrafi każdy. Lepiej, gorzej, z większą fantazją albo totalnie „na oko” – ale w gruncie rzeczy wrzucenie makaronu do garnka czy usmażenie jajecznicy na patelni nie jest dziś żadnym technicznym wyzwaniem. Kuchnia to przestrzeń, do której jesteśmy przywiązani. Mamy swoje nawyki, swoje ruchy, swoje sprawdzone sposoby. Garnek to garnek, patelnia to patelnia – tu naprawdę trudno coś „wynaleźć na nowo”.

A jednak. Technologia nie zwalnia tempa. To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się zbędnym gadżetem, dziś coraz częściej staje się codziennym ułatwieniem. Smartfony, inteligentne zegarki, roboty sprzątające… więc dlaczego kuchnia miałaby zostać w tyle? Choć mogłoby się wydawać, że przestrzeni na innowacje jest tu coraz mniej, producenci uparcie próbują udowodnić, że da się coś zrobić szybciej, wygodniej i bardziej intuicyjnie.

I właśnie z taką misją trafił do nas Tefal Cook4Me Touch Pro. Sprzęt, który ma ambicję nie tylko zastąpić kilka innych urządzeń, ale przede wszystkim sprawić, że gotowanie stanie się prostsze i – co równie ważne – przyjemniejsze. Bez zgadywania proporcji, bez pilnowania czasu z zegarkiem w ręku, bez stresu, że „znowu coś wykipi”.

Czy rzeczywiście da się jeszcze uprościć coś, do czego jesteśmy tak przyzwyczajeni? Sprawdziliśmy to w praktyce – i jak zawsze, bez taryfy ulgowej. W kolejnych akapitach rozłożymy ten sprzęt na czynniki pierwsze.



Budowa i wygląd – czyli czym właściwie jest ten sprzęt?

Zacznijmy od podstawowego pytania: czym tak naprawdę jest to urządzenie? Producent klasyfikuje je jako multicooker, czyli w praktyce kuchenne centrum dowodzenia. I nie jest to określenie na wyrost.

W jednym sprzęcie dostajemy funkcje szybkowaru (gotowanie pod ciśnieniem), klasycznego wolnowaru, garnka do gotowania na parze, urządzenia do duszenia, podsmażania, a nawet pieczenia. Do tego dochodzą programy automatyczne, które prowadzą użytkownika krok po kroku przez cały proces przygotowania potrawy – od ilości składników po czas i temperaturę. Teoretycznie więc możemy odstawić sporą część kuchennego arsenału na półkę. I to wszystko w jednym urządzeniu. Robi wrażenie, prawda?

Wersja Pro dorzuca do tego jeszcze jeden mocny argument – pokrywę Extra Crisp. To właśnie ona sprawia, że sprzęt nie kończy się na gotowaniu czy duszeniu. Po jej założeniu multicooker zmienia się w coś na kształt frytkownicy beztłuszczowej. Możemy więc nie tylko przygotować danie, ale też nadać mu chrupiące wykończenie – zapiec ser, przyrumienić mięso czy zrobić frytki bez litra oleju. I to już jest poziom funkcjonalności, który realnie zmienia sposób korzystania z urządzenia.

Jeśli chodzi o rozmiary, przyznam szczerze – spodziewałem się znacznie większego kolosa. Patrząc na listę funkcji, byłem przekonany, że będzie to sprzęt dominujący cały blat. Tymczasem jego wymiary okazały się zaskakująco rozsądne. W mojej kuchni wkomponował się naprawdę naturalnie – nie przytłacza przestrzeni, a jednocześnie daje poczucie solidnego, konkretnego urządzenia.

No i jakość wykonania. Tu nie ma mowy o kompromisach. Konstrukcja jest stabilna, materiały sprawiają wrażenie trwałych, a wszystkie elementy – od misy po mechanizm zamykania pokrywy – pracują z wyczuwalną precyzją. Wszystko wygląda solidnie i profesjonalnie, jak przystało na sprzęt z wyższej półki.



Zanim wrzucimy coś do misy – aplikacja i panel dotykowy

Zanim przygotowałem pierwszą potrawę, sprzęt poprosił mnie o integrację z aplikacją. Bo dziś samo urządzenie to jedno, ale jego „cyfrowe zaplecze” to często połowa doświadczenia.

Multicooker łączy się z aplikacją mobilną My Tefal przez Wi-Fi i – co ważne – konfiguracja jest naprawdę prosta. Kilka kroków, logowanie do sieci i po chwili urządzenie jest widoczne w smartfonie. I tu zaczyna się robić ciekawie.

Po co w ogóle aplikacja? Przede wszystkim dla przepisów. Mamy dostęp do tysięcy propozycji – od prostych, codziennych dań, przez szybkie obiady „po pracy”, aż po bardziej ambitne desery. Co ciekawe, przepisy można filtrować nawet według składników, które posiadamy w lodówce]. To realnie pomaga, gdy stoisz przed lodówką i zastanawiasz się: „co by tu zrobić z tego, co mam?”.

Co więcej, spora część przepisów jest również wbudowana bezpośrednio w pamięć urządzenia. I to jest duży plus – nie musisz za każdym razem sięgać po telefon. Wszystko wyświetla się na dużym, kolorowym panelu dotykowym.

Sam ekran to jeden z najmocniejszych elementów tego modelu. Jest czytelny, responsywny i naprawdę intuicyjny. Menu podzielone jest logicznie – mamy szybki dostęp do przepisów, programów manualnych, ustawień czy zapisanych ulubionych dań. Urządzenie prowadzi użytkownika krok po kroku: informuje, kiedy dodać składniki, kiedy zamknąć pokrywę, ile czasu potrwa gotowanie. Nie ma tu zgadywania ani potrzeby studiowania instrukcji.

To trochę jak gotowanie z cyfrowym asystentem, który nie tylko podaje przepis, ale też pilnuje czasu i parametrów za Ciebie. I co najważniejsze – nie jest to przekombinowane. Nawet osoby, które nie są fanami technologicznych nowinek, odnajdą się tutaj bez problemu. Dopiero po przejściu przez aplikację i panel dotykowy poczułem, że to nie jest „zwykły garnek z prądem”. To przemyślany system, który ma realnie uprościć gotowanie. A skoro teoria wygląda dobrze, czas było sprawdzić praktykę.



Pierwsze gotowanie

No to czas przejść do stworzenia pierwszej potrawy. Skoro w lodówce czekały świeże piersi z indyka, wybór był dość oczywisty – coś z nim w roli głównej. W bibliotece przepisów szybko wpadł mi w oko „Indyk z marchewką wg Pati Sołtysik”. Brzmiało prosto, domowo i konkretnie – czyli idealny materiał na test.

Sprawdziłem składniki, wszystko się zgadzało, więc jednym kliknięciem przesłałem przepis do mojego Tefal Cook4Me Touch Pro i… w zasadzie mogłem zacząć obserwować. Bo prawda jest taka, że to urządzenie w dużej mierze gotowało za mnie.

Moim zadaniem było pokrojenie mięsa i warzyw, doprawienie ich według zaleceń i wrzucenie wszystkiego do misy. Od czasu do czasu trzeba było zamieszać – i to właściwie tyle. Sprzęt odmierzał czas krok po kroku, informował o kolejnych etapach, pilnował temperatury i ciśnienia. Przejścia pomiędzy fazami gotowania były płynne i nie wymagały ode mnie ciągłego zerkania na zegarek czy kontrolowania palnika.

Najciekawszy był jednak ostatni etap przepisu – użycie pokrywki Extra Crisp. I tu faktycznie czuć różnicę. Po zakończeniu głównego gotowania wystarczyło założyć dodatkową pokrywę, uruchomić odpowiedni tryb i pozwolić urządzeniu zrobić swoje. Efekt? Delikatne, soczyste wnętrze i przyjemnie chrupiące wykończenie z wierzchu. Nie jest to „symboliczne przyrumienienie”, tylko realna zmiana tekstury potrawy.



Zobacz również: Recenzja słuchawek OPPO Enco X3s – kolejny mocny gracz w świecie TWS?


A samo danie? Rewelacja. Mięso miękkie, warzywa odpowiednio ugotowane, smaki dobrze połączone. I co najważniejsze – wszystko przygotowane w jednym urządzeniu. Co ciekawe, porcja była na tyle solidna, że spokojnie wystarczyła także na kolejny dzień. I tutaj pojawił się kolejny plus. Nie przekładałem niczego do osobnego pojemnika. Misa trafiła do lodówki, a następnego dnia wstawiłem ją z powrotem do multicookera i manualnie włączyłem tryb podgrzewania. Kilka chwil i obiad znów był gotowy do podania.

Każdy z trybów, których użyłem podczas tego pierwszego testu, jak i każdej kolejnej potrawy, działał zaskakująco dobrze. Największa zaleta? Możliwość przeprowadzenia wszystkich etapów gotowania w jednym urządzeniu, bez sterty garnków, patelni i pokrywek porozkładanych po całej kuchni.

Jedyny problem? Przyzwyczajenie. Jeśli całe życie gotuje się w tradycyjny sposób, na kuchence, kontrolując wszystko ręcznie, to wejście w świat takiego „cyfrowego gotowania” wymaga chwili adaptacji. Na początku odruchowo chce się coś sprawdzać, mieszać częściej, zaglądać pod pokrywę. Ale gdy już zrozumiesz, jak działa ten sprzęt i pozwolisz mu zrobić swoje, dopiero wtedy odkrywasz pełnię jego potencjału.



Wbudowana waga i czyszczenie – czyli wygoda na dwóch frontach

Jednym z elementów, który realnie wyróżnia wersję Pro, jest wbudowana waga. I powiem szczerze – początkowo traktowałem ją jako ciekawostkę. Fajny dodatek, ale czy niezbędny? Po kilku dniach użytkowania zmieniłem zdanie.

Możliwość ważenia składników bezpośrednio w misie to ogromna wygoda. Nie wyciągasz osobnej wagi kuchennej, nie brudzisz dodatkowej miseczki, nie przesypujesz składników z miejsca na miejsce. Wsypujesz – zerujesz – dodajesz kolejny produkt. Prosto i intuicyjnie. Szczególnie przy przepisach krok po kroku, gdzie urządzenie podaje konkretne gramatury, wszystko staje się jeszcze bardziej precyzyjne i uporządkowane.

To detal, który w praktyce skraca cały proces przygotowania posiłku i… zmniejsza bałagan. A skoro o bałaganie mowa – przejdźmy do czyszczenia.

Tu również widać, że projektanci pomyśleli o codziennym użytkowaniu. Misa jest solidna, z nieprzywierającą powłoką, dzięki czemu resztki jedzenia nie przyklejają się uporczywie do dna. W większości przypadków wystarczy szybkie opłukanie i delikatne przetarcie gąbką. Elementy takie jak misa czy akcesoria można bez problemu umyć w zmywarce, co dodatkowo upraszcza sprawę.

Najwięcej obaw miałem wobec pokrywy Extra Crisp – w końcu to element grzewczy. W praktyce jednak jej czyszczenie nie sprawia problemów, o ile nie doprowadzimy do przypalenia potrawy (a przy automatycznych programach jest to naprawdę trudne). Wystarczy przetrzeć ją po ostudzeniu i gotowe.

Co ważne, korzystając z jednego urządzenia do kilku etapów gotowania, realnie ograniczamy liczbę naczyń do mycia. Nie ma garnka do gotowania, patelni do smażenia i naczynia do zapiekania – wszystko odbywa się w tej samej misie. A to oznacza mniej sprzątania i mniej chaosu na blacie. I właśnie tutaj widać największy sens takiego sprzętu – nie tylko gotuje, ale też upraszcza życie po gotowaniu.



Dla kogo jest ten sprzęt?

Po kilkunastu tygodniach testów i lilkunastu potrawach można już odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: kto realnie skorzysta na takim urządzeniu?

Przede wszystkim osoby zabiegane. Jeśli wracasz z pracy i nie masz ochoty stać przy kuchence, pilnować kilku palników i kontrolować czasu – to rozwiązanie stworzone właśnie dla Ciebie. Wrzucasz składniki, wybierasz przepis i w dużej mierze możesz zająć się czymś innym.

Druga grupa to osoby, które dopiero uczą się gotować. Dzięki prowadzeniu krok po kroku naprawdę trudno coś zepsuć. Urządzenie podpowiada, ile dodać, kiedy zamieszać, kiedy zamknąć pokrywę. To trochę jak gotowanie z instruktorem, który stoi obok, ale nie ocenia.

Świetnie odnajdą się tu także rodziny. Duża misa pozwala przygotować solidną porcję obiadu, często z zapasem na kolejny dzień. Do tego możliwość szybkiego podgrzewania bez przekładania jedzenia do innych naczyń to zwyczajnie wygodne rozwiązanie.

Czy to sprzęt dla kulinarnych purystów, którzy uwielbiają ręcznie kontrolować każdy etap gotowania? Niekoniecznie. Choć tryb manualny daje sporą swobodę, to jednak filozofia tego urządzenia opiera się na uproszczeniu i automatyzacji. To bardziej kuchenny asystent niż klasyczny „warsztat” dla pasjonata patelni i ognia.



Podsumowanie – kuchnia w wersji smart

Tefal Cook4Me Touch Pro to sprzęt, który udowadnia, że nawet w kuchni – miejscu pełnym tradycji i przyzwyczajeń – wciąż jest przestrzeń na technologiczną ewolucję.

Łączy w sobie funkcje kilku urządzeń, pozwala przeprowadzić wszystkie etapy gotowania w jednej misie, oferuje intuicyjny panel dotykowy, ogromną bazę przepisów i – w wersji Pro – pokrywę Extra Crisp, która realnie rozszerza możliwości o chrupiące wykończenie potraw. Do tego wbudowana waga i wygodne czyszczenie sprawiają, że nie jest to tylko gadżet, ale przemyślane narzędzie do codziennego użytku.

Czy wymaga chwili przyzwyczajenia? Tak. Czy może zastąpić kilka innych urządzeń? W wielu przypadkach – zdecydowanie tak.
Czy upraszcza gotowanie? Bez dwóch zdań.

To jeden z tych sprzętów, które początkowo budzą ciekawość, później lekki dystans, a po czasie… trudno sobie wyobrazić, że mogłoby go nie być na blacie.



Zobacz również: OPPO Reno 15 Pro 5G – recenzja telefonu, który nosi miano idealnego kompana podróży?

Redaktor

Fan technologii, gier i F1. Znajdziecie mnie głównie w działach Moto, Gaming i Testy Sprzętu
Kontakt: b.ostrowski@tech-room.pl

Wejdź do świata filmów i seriali na:

Movies Room logo