Kiedy kurier dostarczył mi paczkę z nowym monitorem od BenQ, czułem autentyczną ekscytację. Producent obiecuje „idealnego kompana dla Maca”, a ja od dawna czekałem na ekran, który faktycznie odwzoruje te genialne kolory z Retiny bez dłubania w ustawieniach przez pół dnia i bez kupna Studio Display za miliony monet. Model MA320U wylądował u mnie na testach, a moim zadaniem było sprawdzenie: czy to faktycznie ten „święty graal”, który wypełni lukę między drogimi ekranami Apple a zwykłymi panelami?

Tak prezentuje się bestia w naturalnym środowisku. Minimalistyczny design „Space Gray” pasuje nawet do mojego akwarium.
Rynek monitorów do Maców to zazwyczaj wybór między młotem a kowadłem. Albo płacisz horrendalne sumy za sprzęt z logo nadgryzionego jabłka, albo kupujesz monitor „biurowy” i męczysz się z ustawianiem kolorów, skalowaniem i sterowaniem a potem i tak jest „jako tako”. BenQ modelem MA320U twierdzi, że rozwiązało ten problem. Postanowiłem powiedzieć „sprawdzam” i postawiłem go obok ekranu po testach, o który jeszcze nikt się nie upomniał: Lenovo ThinkVision T24-40.

Moje centrum dowodzenia. Po lewej stary ekran w pionie (zauważalnie inny balans bieli), pośrodku gwiazda wieczoru – MA320U, idealnie zgrany z laptopem poniżej.
Zacznę od czegoś, co może wydać się dziwne, ale dla mnie ustawiło klimat tego testu. Otwieram pudełko i… uderza mnie ten zapach. Nie był to smród taniego, chińskiego plastiku, który zazwyczaj dusi po rozpakowaniu elektroniki. To pachniało jak sklep komputerowy z 2005 roku. Serio. Od razu poczułem się, jakbym stał w kolejce po napęd/nagrywarkę CD-RW. Monitor już się przewietrzył, ale ten pierwszy moment? Czysta nostalgia.

Podstawa jest solidna i ma fajną, gumowaną strefę – idealne miejsce, żeby rzucić telefon albo klucze, nie rysując blatu.
Wizualnie? Jest dobrze. Producent celuje w estetykę Apple i chociaż obudowa to tworzywo (imitujące metal), to na biurku prezentuje się elegancko. Nie ma wstydu, gdy stoi obok aluminiowego MacBooka Air.

Srebrne plecki mocno inspirują się designem Apple i wcale tego nie ukrywają. Prosta, czysta forma.

Mały smaczek stylistyczny z tyłu. Monitor wygląda „premium” z każdej strony, więc nie trzeba go chować pod ścianą.
Przejdźmy do najważniejszego, obrazu. BenQ chwali się autorską technologią dopasowania kolorów do Maca. I muszę przyznać: nie kłamali.
Na co dzień pracuję z różnymi ekranami, które testuję, więc od razu zrobiłem małe porównanie. Postawiłem MA320U obok ostatnio przeze mnie testowanego Lenovo ThinkVision T24-40: To solidny monitor biurowy, ale przy nowym BenQ wygląda jakby był za mgłą. Kolory na MA320U są soczyste, żywe, a czerń (jak na IPS) całkiem głęboka. Lenovo przy nim wydaje się po prostu wyprane z barw. Kilka razy zdarzyło mi sie sprawdzać ustawienia jasności Lenovo, bo był wyraźnie ciemniejszy niż BenQ MA320U i wyświetlacz MacBooka Air.

Test „na żywo” na naszej stronie głównej. Odcień bieli i nasycenie grafik na obu ekranach są praktycznie identyczne. Tryb M-Book robi robotę.
Odwzorowanie kolorów na Benq MA320U to dla mnie absolutny „miód”. Po wyjęciu z pudełka, bez żadnego ustawania obraz jest praktycznie nieodróżnialny od tego, co widzę na ekranie mojego Air M1. Zero zabawy suwakami, zero frustracji. Zresztą zobaczcie na zdjęciach, ten sam obraz na 3 ekranach na raz, z maksymalną jasnością.

Ten kadr idealnie pokazuje, co mam na myśli, mówiąc o spójności. Spójrzcie na nasycenie różowego i fioletowego światła na obu ekranach. BenQ w trybie M-Book „skleił się” kolorystycznie z matrycą MacBooka perfekcyjnie.
Jestem sceptykiem, jeśli chodzi o „dedykowane oprogramowanie” do monitorów, myszek, klawiatur, czy czegokolwiek innego, do czego jestem przyzwyczajony, że po prostu działa bez dodatkowego softu. Zazwyczaj to zbędne śmieci, które tylko zamulają system. Tutaj jednak spotkało mnie największe zaskoczenie.
Aplikacja Display Pilot 2 to złoto. Dlaczego? Bo pozwala na coś, czego brakowało mi całe życie w monitorach firm trzecich: synchronizację jasności.

Interfejs Display Pilot 2. To tutaj dzieje się magia synchronizacji jasności i kolorów. Warto zajrzeć.
Siedzisz wieczorem, chcesz przyciemnić ekran. Co robisz zazwyczaj? Szukasz przycisków na obudowie monitora, przebijasz się przez menu OSD… Koszmar. A tutaj? Naciskam klawisz jasności na klawiaturze Maca i… monitor się przyciemnia. Tak po prostu. Działa to tak naturalnie, że po jednym dniu nie wyobrażam sobie powrotu do „starych metod”. To jest ta wygoda, za którą zazwyczaj płaci się podatek od logo Apple.
Display Pilot 2 oferuje znacznie więcej funkcji. Warto wspomnieć o tym „podbródku” na dole ekranu – tam siedzą czujniki inteligentnego dopasowania jasności (B.I.+). Monitor wyczuwa, kiedy w moim pokoju robi się ciemniej i sam redukuje jasność oraz temperaturę barwową, żeby nie wypalać oczu. Przy pracy zdalnej po 8-10 godzin dziennie to funkcja na wagę złota.

Detale wykończenia. To tworzywo, ale spasowane bardzo przyzwoicie. Nic nie trzeszczy przy regulacji.
Czytałem w sieci opinie o rzekomym chybotaniu tego monitora. Muszę to sprostować. W moich testach konstrukcja okazała się bardzo solidna. Nic nie skrzypi, nic nie trzeszczy. Jeśli cokolwiek na moim biurku drga, to winny jest sam blat, który musi udźwignąć nie tylko dwa monitory, ale i 30-litrowe akwarium. Przy takim obciążeniu, stabilność MA320U oceniam bardzo pozytywnie. Moja kotka jest pewnie odmiennego zdania, bo przywykła do spacerowania po obudowach monitorów dla skrócenia sobie drogi między ulubionymi miejscówkami na biurku, a ten barbarzyński monitor jest tak czuły przy regulacji wysokości, że działa dla niej bardziej jak winda niż pomost.

Rzut oka z boku. Matryca IPS robi swoje – kolory nie przekłamują i nie ciemnieją drastycznie nawet wtedy, gdy patrzę na ekran pod kątem, karmiąc rybki.
A co z dźwiękiem? Tutaj kolejne zaskoczenie, choć umiarkowane. Jest lepiej niż w typowym monitorze biurowym – wstydu nie ma. Do spotkań na Teamsach, podcastów czy obejrzenia poradnika na YouTube jest to jakość więcej niż wystarczająca. Oczywiście, muzyki czy kinowych hitów wciąż wolę słuchać z głośników MacBooka, osobnego głośnika lub słuchawek, ale jako codzienne źródło dźwięku do pracy monitor sprawdza się bez zarzutu.
Monitor ma matową powłokę. Matowe ekrany są moimi ulubionymi, ale często ich zastosowanie jest równe ze zmniejszeniem „soczystości” wyświetlacza. Bałem się trochę, że zabije ona „krystaliczność” obrazu, którą znamy ze szklanych ekranów Apple. Nic z tych rzeczy. Powłoka świetnie radzi sobie z refleksami, a obraz pozostaje ostry. Pracuję w dość jasnym pomieszczeniu i doceniam, że nie muszę oglądać własnego odbicia podczas pracy na ciemnym motywie. To jest złoty środek pomiędzy matowymi a błyszczącymi ekranami.

Oglądanie filmów? Proszę bardzo. Kolory są tak spójne z Makiem, że po chwili zapominasz, na który ekran patrzysz. Zero różnicy w temperaturze barwowej.
Muszę też dodać jedno zdanie o płynności. To monitor 60Hz. Dla użytkownika MacBooka Air (jak ja) to żaden problem, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tej wartości. Jeśli jednak przesiadacie się z MacBooka Pro z ekranem ProMotion (120Hz), poczujecie różnicę przy przewijaniu tekstu. W grach czy pracy biurowej? Totalnie bez znaczenia.

Przestrzeń robocza w praktyce. 32 cale w 4K to luksus. Dwa pełnowymiarowe okna przeglądarki obok siebie i wciąż mam sporo miejsca. MacBook robi tu za świetny ekran pomocniczy.
Żeby nie było tak słodko, jest jedna rzecz, która zasługuje na pół minusa. Chodzi o porty.
Monitor tej klasy, aspirujący do bycia hubem dla Maca, powinien mieć ich więcej. Mamy tu co prawda USB-C z ładowaniem (co jest super, bo jeden kabel załatwia obraz i zasilanie laptopa), ale liczba dodatkowych gniazdek USB w samym monitorze jest dla mnie zbyt skromna. Musiałem się chwilę nagimnastykować z kablami od akcesoriów. Dla „normalnego” użytkownika 2 USB-A to raczej ilość wystarczająca, ale ja pod monitor podłączam oświetlenie stojącego obok akwarium + 2 inne oświetlenia LED. Wieczorem lubię ambientowe światełka, które zastępują mi oświetlenie biura/offish (w biurze mam 2 akwaria). Pracuję w 98.5% zdalnie, wiec wygodne jest dla mnie na koniec dnia wyłączenie oświetlenia akwarium i monitora po prostu przez przez zamknięcie laptopa.

Zestaw portów. Jest niezbędne minimum: dwa HDMI 2.0 i dwa USB-C (jedno z ładowaniem 90W dla laptopa, drugie 15W na akcesoria). Huba USB mogłoby być jednak nieco więcej.

„One Cable to rule them all”. Wpinasz jeden przewód USB-C i masz obraz oraz ładowanie 90W. Mniej kabli na biurku to czystsza głowa.
Czy to dyskwalifikuje ten sprzęt? Absolutnie nie. W porównaniu do całokształtu, jakości obrazu i wygody użytkowania, to naprawdę „pierdoła”, na którą szkoda tracić czas na narzekanie, to tylko moja „fanaberia”.
BenQ MA320U to sprzęt, który zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Nie specyfikacją na papierze, ale tym, jak przyjemnie się go używa. To monitor, który szanuje przyzwyczajenia użytkownika macOS.
Dla mnie przesiadka na ten model to jak założenie okularów z właściwą korekcją. Wszystko jest ostrzejsze, barwniejsze i po prostu… ładniejsze.
Dla kogo? Dla każdego posiadacza MacBooka, który chce jakości zbliżonej do Apple, ale ma zdrowy rozsądek przy wydawaniu pieniędzy. Polecam z czystym sumieniem.
| Parametr | Wartość |
|---|---|
| Przekątna / Rozdzielczość | 31.5″ / 4K UHD (3840 x 2160) |
| Typ Matrycy | IPS z powłoką Nano Matte |
| Jasność (Typowa / Szczytowa) | 400 nitów / 600 nitów (HDR) |
| Zgodność kolorów | 99% sRGB, 97% P3 (Tryb M-Book) |
| Złącza | 2x HDMI 2.0, 1x USB-C (90W PD), 1x Audio Out |
| Dodatki | Oprogramowanie Display Pilot 2, Podstawa regulowana |
| Cena (w dniu testu) | ok. 2400 – 2800 PLN |