Ghostwire: Tokyo to symulator zwiedzania miasta

Od pierwszej zapowiedzi Ghostwire: Tokyo minęło naprawdę sporo czasu. Dostawaliśmy w międzyczasie kolejne zwiastuny, grafiki czy nawet pełny soundtrack. Odbył się także pokaz dla prasy, na którym ujawnionych zostało wiele nowych rzeczy. Niemniej jednak to wszystko i tak nie może się równać z odczuciami, jakie budzi gra podczas rozgrywki. Czy zatem warto było czekać na ten tytuł?

W Ghostwire: Tokyo od razu lądujemy w środku akcji. Nie poznajemy bohaterów przed tym, co ich połączyło, a dokładnie w momencie ich poznania. KK to człowiek, który zajmował się walką z siłami nie z tego świata. Niestety z bliżej nieznanych nam powodów został zamieniony w ducha. Te powody oczywiście odkryjemy samodzielnie w trakcie rozgrywki. Tak czy inaczej, KK, który porzucił swoje dawne imię i stracił ciało, musi znaleźć nową powłokę. Znalazł ciało pozbawione już duszy. Okazało się jednak, że nadal nie było ono puste. Należy ono do Akito. Od teraz, chcąc nie chcąc, bohaterowie są zdani na siebie nawzajem. Znajdują się w mieście zwykle tętniącym życiem. Teraz jednak nie ma na jego ulicach ludzi, a tylko yokai próbujące zdobyć wszystkie dusze, jakie się da. Dowodzi nimi Hannya. Bohaterowie przemierzają zatem miasto w poszukiwaniu sposobu na ocalenie ludzkości.

Cały tytuł osadzony jest w perspektywie pierwszej osoby. Jesteśmy co prawda duszą i ciałem Akito, jednak KK chętnie nam podpowiada. Dzięki temu, że jest on duchem, zyskujemy nadprzyrodzone umiejętności. Przydają się one do walki z napotkanymi yokai. Umiejętności składają się na takie, które pomagają nam walczyć, ułatwiające poruszanie się po mieście i takie, dzięki którym rozwiążemy zagadki. W międzyczasie przechodzenia głównego wątku możemy zejść na boczne tory dzięki opcji otwartego świata. Jak to zwykle bywa, aby go wypełnić, porozrzucano w nim wiele znajdziek, sklepów czy zadań pobocznych. Podczas jego przemierzania będziemy ratowali ludzkie dusze, walczyli z yokai czy przeprowadzali egzorcyzmy. Zarówno na złych duszach, jak i ulicach czy budynkach miasta. Zebrane dusze odeślemy do znajomego KK, czyli Eda. Pomoże on duszom odnaleźć ciała i wynagrodzi nas za to monetami i punktami doświadczenia.

Ghostwire: Tokyo

fot. zrzut ekranu z gry Ghostwire: Tokyo

Zobacz także: Otwarty świat, duchy, japoński folklor – czy to się może udać? Recenzja Ghostwire: Tokyo

Za punkty doświadczenia w Ghostwire: Tokyo, tak jak w wielu innych produkcjach, odblokowujemy nowe umiejętności. Ponownie – mogą być one związane z walką, poruszaniem się czy eksploracją. Niestety niektóre z nich nie mogą być odblokowane nawet pomimo zebrania odpowiedniej liczby punktów doświadczenia. W takim wypadku należy ukończyć misję poboczną, aby otrzymać przedmiot nazwany Magatama. Odblokowuje on bowiem kolejne z opcji dostępnych w drzewku. Za walutę zebraną w trakcie gry możemy natomiast kupować przedmioty. Niektóre z nich dostępne będą w automatach, a inne u przyjaznych yokai wyglądających jak koty z dwoma ogonami. Większość z nich będzie raczej miała zwykłe przedmioty użytkowe, jednak niektóre z duchów oferują przedmioty specjalne. Należą do nich informacje o misjach pobocznych czy skórki postaci. Niestety, jesli chodzi o skórki, zobaczymy je tylko w przerywnikach, ponieważ w grze nie widzimy nawet nóg postaci.

Na początku może się wydawać, że świat przedstawiony jest wypełniony zwykłymi zapychaczami. Tak, jak ma w zwyczaju robić to Ubisoft. Nie jest to jednak prawdą. Każda z misji pobocznych jest inna, a znajdźki czy dusze, które staramy się uratować, nie nudzą. Do tego co jakiś czas w grze napotykamy na przeciwników. Walka co prawda nie jest tutaj niezwykle wymagająca, jednak nie należy także do najłatwiejszych. Na szczęście w grze nie ma przeciwników dosłownie na każdym kroku, dlatego i ona się nie nudzi. Świat co prawda jest bardzo wypchany, bo rzeczy do podniesienia możemy znaleźć na każdym kroku. Niemniej jednak wynagradza nasze starania. Dodatkowym atutem jest fakt, że bohaterowie komentują zdarzenia, które akurat mają miejsce. Jeśli na przykład spadniemy z dużej wysokości i uratujemy się szybowaniem w ostatniej chwili, KK powie, że się przestraszył. Po zakupach natomiast może powiedzieć, że nie lubi czekać na kogoś w sklepie.

Ghostwire: Tokyo

fot. zrzut ekranu z gry Ghostwire: Tokyo

Zobacz także: Graliśmy w betę Trek To Yomi!

Krótko mówiąc, Ghostwire: Tokyo jest tytułem bardzo dopracowanym. Świetna grafika, bezbłędny soundtrack i udźwiękowienie z japońskim dubbingiem są cudownym połączeniem. Odkrywanie otwartego świata, nowych umiejętności, przedmiotów, postaci oraz świetnej fabuły przyciągają do tytułu na długie godziny. Niewymagający od gracza zbyt wiele, a jednak ciekawy system walki sprawia, że chce się używać różnych umiejętności. To samo tyczy się ulepszania ich. Ciekawe pomysły oraz wiele lokacji w budynkach pokazują, jak może wyglądać gra z otwartym światem. Co prawda tytuł nie przypadnie do gustu każdemu, jednak będzie tak ze znaczną większością. Niektórzy mogą się znudzić produkcją, ponieważ rzeczy do znalezienia jest tutaj naprawdę co nie miara. Niemniej jednak, tytuł jest bardzo klimatyczny, ładny i ciekawy. Na pewno nie powinno się przejść koło niego obojętnie.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Przede wszystkim gracz i miłośnik kina. Zakochany w MARVELu, a najbardziej w Spider-Manie. Prowadzi swój kanał YouTube, streamuje na Twitchu, montuje filmy i zbiera figurki. Takie duże dziecko.

Więcej informacji o
, , ,
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Rozrywka

Wejdź do świata filmów i seriali na: Movies Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?
0
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii, zostaw komentarz!x