Kiedy kurier dostarczył mi pudełko z nowym HUAWEI WATCH FIT 5 Pro, przeszło mi przez myśl, że to po prostu kolejny prostokątny smartwatch dla amatorów biegania. Pewnie trochę szybszy i odrobinę droższy niż poprzednik. Ziewnąłem, zapiąłem go na ręce i po prostu przepadłem. Myliłem się i to potężnie. Przez ostatnie tygodnie ten sprzęt dosłownie przykleił się do mojego nadgarstka, bezlitośnie wyrzucając ze świadomości potrzebę posiadania droższych, flagowych zegarków. Huawei nie próbował tu wymyślać koła na nowo. Wzięli sprawdzoną bazę i wpakowali do niej funkcje z flagowców. Czy to sprzęt bez skazy? Może jakieś drobnostki i są, ale w ogólnym rozrachunku nie mają żadnego znaczenia. Chyba, że chcesz go połączyć z iPhonem, tam nie wszystko działa jak zaplanowało to Huawei, ale to akurat wina Apple. Przy łączeniu go ze smartfonem z Androidem nie widzę powodu na wydanie na zegarek więcej. Ale po kolei…
Pierwsze wrażenie po wyciągnięciu sprzętu z pudełka po prostu zwala z nóg. Dobór materiałów w tej klasie cenowej to rynkowa anomalia. Dostajemy aluminiową kopertę (44,5 × 40,8 mm), na której błyszczy prawdziwy tytanowy bezel. Wszystko to chroni pancerne wręcz szkło szafirowe 2.5D. Dostajemy materiały premium w cenie mocnego średniaka.

Wizualnie projekt dojrzał i nabrał pewności siebie. Moim zdaniem pod kątem estetyki spokojnie rozkłada na łopatki podstawowe wersje Apple Watcha. Najbardziej kupiła mnie jednak wygoda noszenia. Przy grubości 9,5 mm i wadze rzędu 30,4 grama ten sprzęt jest ekstremalnie wręcz płaski. Chowa się pod mankietem koszuli bez żadnego oporu i nie zaczepia o rękawy bluz. W masywnym Apple Watch Ultra doprowadzało mnie to do białej gorączki, a tutaj po kilku minutach kompletnie nie czułem, że mam coś na nadgarstku.

Na moje testy wpadła najbardziej krzykliwa wersja Sunset Orange. Ten materiałowy, nylonowy pasek na rzep (technologia HUAWEI AirDry) ma gradientowy, trójwymiarowy splot. Jest bardzo łatwy w czyszczeniu. Pasek rewelacyjnie oddycha, błyskawicznie radzi sobie z potem i zapina się w ułamku sekundy. Opanujecie to jedną ręką w największym pośpiechu. Trochę obawiałem się, że ten jasny materiał szybko zamieni się w brudny łachman. Nic takiego nie miało miejsca, a czyszczenie to czysta formalność. Podczas testów trochę go ubrudziłem, ale zwykłe mydło z wodą i opłukanie przywróciło mu pierwotny wygląd.

Muszę tu wspomnieć o białym wariancie. Aluminiową ramę wykończono tam w procesie oksydacji mikrołukowej (czyli MAO). Na wierzchu powstała specjalna nanoceramiczna warstwa. Może to i brzmi jak typowy marketingowy bełkot, ale w praktyce obudowa stała się o 130% twardsza i dwukrotnie bardziej odporna na zużycie. Trochę przypomina mi perłowy lakier samochodowy, ale to coś więcej niż zwykłe malowanie. Jest jednocześnie matowa, odrobinę śliska i aksamitna. Bardzo trudno to opisać słowami, musicie sami pomacać to w sklepie.

Czas na element, w który wpatrujemy się najczęściej. Wyświetlacz AMOLED o przekątnej 1,92 cala to w Watch Fit 5 Pro to może nie rewolucha, ale bardzo solidna ewolucja. Huawei powiększył matrycę względem 1,82-calowego poprzednika w najmądrzejszy z możliwych sposobów. Zlikwidowano tę potworną, asymetryczną dolną ramkę. Teraz ze wszystkich stron mamy idealnie równe 1,8 milimetra cienkiej ramki. Wyświetlacz zajmuje równe 83% powierzchni całego panelu. Wygląda to nieziemsko nowocześnie i potęguje wrażenie obcowania ze sprzętem za grube tysiące.

Oprócz tego dostajemy tu zaawansowaną matrycę LTPO. Potrafi ona płynnie dopasowywać odświeżanie obrazu w zakresie od 1 do 60 Hz i uwierzcie mi na słowo, to „robi robotę” w codziennym użytkowaniu. Interfejs HarmonyOS 6 dosłownie pływa pod palcami. Z kolei w trybie Always-On Display odświeżanie spada do zaledwie 1 Hz i znakomicie oszczędza nasz akumulator.
Szczęka uderzyła w podłogę dopiero w momencie, gdy wyszedłem z biura na zewnątrz. Parametr szczytowej jasności wynosi tu kosmiczne 3000 nitów. Zanim zobaczyłem to na żywo musiałem się upewnić, czy marketingowcom na pewno nie dopisało się przez przypadek o jedno zero za dużo. Otóż nie, tutaj jest serio 3000 nitów! Odczytywanie powiadomień czy statystyk na mocnym słońcu w ciemnych okularach jest bezproblemowe i nie różni się niczym od korzystania z zegarka w ciemnym pokoju. Ten ekran poradzi sobie nawet w samo południe na pełnym słońcu.

Od początku testów ani razu w nocy nie użyłem latarki w telefonie, żeby sobie doświetlić drogę albo coś znaleźć. Zegarek świeci tak mocno, że właściwie rzadko odpalałem jasność na 100%, za bardzo razi w oczy. Oczywiście regulacja natężenia światła reguluje się wygodnie koroną.
Po przeczytaniu w specyfikacji o akumulatorze 471 mAh przy tak potężnym ekranie z miejsca zapaliła mi się czerwona lampka. Na szczęście inżynierowie Huawei udowodnili swój kunszt w optymalizacji prądu. Fit 5 Pro bezlitośnie obnaża braki we flagowcach od Apple, Samsunga czy Pixela.
Przemaglowałem go raczej rygorystycznie. Spokojne i typowe użytkowanie bez problemu pozwala wyciągnąć deklarowane 10 dni pracy. U mnie zegarek miał bardzo pod górkę. Non stop zasypywały go powiadomienia, codziennie śledził trening z włączonym GPS i na okrągło badał tętno oraz stres. Wynik to twarde 7 dni. Po włączeniu Always-On Display na stałe szukałem ładowarki po około 4 dniach. To wciąż przepaść i luksus w porównaniu do zabawek konkurencji, które padają po jednym popołudniu. Śmiało pakujcie plecak na długi weekend i celowo zostawcie ładowarkę w szufladzie.

W kwestii ładowania jest fenomenalnie. Pełne naładowanie od absolutnego zera zajmuje równe 60 minut. Uważam to za absolutnie topową zaletę. Wystarczy wrzucić go na prąd na czas porannego prysznica, żeby znów działał przez kolejny tydzień. Producent chwali się bezprzewodowym ładowaniem Qi. Super sprawa „na wszelki wypadek”, ale w praktyce nie potrzebowałem tego ani razu. Niemniej lepiej mieć i nie potrzebować niż nie mieć i potrzebować.
Ten smartwatch to mała przychodnia medyczna udająca modny gadżet. System TruSense robi świetną robotę. Znajdziemy tu pełnoprawne EKG, pomiar sztywności tętnic, natlenienie krwi i non stop działający termometr skóry. I pomyśleć, że te wszystkie funkcje są dostępne od razu z pudełka, bez wymuszania wykupienia subskrypcji.

Precyzja pulsometru to mistrzostwo. Zewnętrzne, rygorystyczne testy z użyciem sprzętu medycznego dały mu notę 97 na 100 punktów. Korelacja z piersiowym pasem EKG podczas stabilnego biegu to imponujące 0,99, a na rowerku stacjonarnym równe 1,00. Sensory błyskawicznie reagują na każdą zmianę pulsu. Schody zaczynają się dopiero podczas ostrej jazdy rowerem w terenie. Tam algorytmy miewają chwilowe zawiechy i rysują na wykresie nienaturalne płaskie linie, zrzucając dokładność do 0,92. Typowe dla zegarków głupawki pojawiają się też przy treningu siłowym, ale każdy sprzęt optyczny na nadgarstek cierpi na tę samą chorobę.

Co do systemu monitorowania snu TruSleep 5.0: Na ekranie smartfona wszystko wydaje się idealne. Codziennie rano witały mnie śliczne, czytelne wykresy i gotowe porady, ale mam tutaj wątpliwości co do dokładności. Jest wystarczająco dobrze, ale nie jest idealnie. Biohackerzy szukający perfekcyjnych danych z nocy powinni raczej kupić sprzęt Apple, Pixela lub inteligentny pierścień Oura.

Ogromny plus należy się za to za nową, bardzo precyzyjną detekcję upadków. Nikt z nas nie planuje wypadków, a takie narzędzie potrafi dosłownie uratować życie. Świetnie, że takie algorytmy trafiają do coraz tańszych modeli.
Sportowo Watch Fit 5 Pro odlatuje w stronę dużo droższych urządzeń. Autorski moduł nawigacyjny HUAWEI Sunflower działa genialnie i wspiera gigantyczną listę systemów pozycyjnych na czele z GPS i GALILEO. Trasy rysowane w gęstym lesie i wśród miejskich wieżowców idealnie trzymają się ścieżek. Łapanie sygnału po wyjściu z domu trwa dosłownie ułamki sekund.
Najlepszym bajerem w terenie jest natywna obsługa map offline. Zgranie plików wektorowych do pamięci pozwala zostawić smartfon w domu bez żadnego stresu o zgubienie trasy. Zegarek podpowie o zejściu ze ścieżki i przeanalizuje zaawansowane dane biegowe typu czas kontaktu stopy z ziemią. Kolarze podepną zewnętrzne mierniki mocy i sprawdzą kadencję prosto z nadgarstka. Znalazło się też miejsce na potężną bazę map pól golfowych z całego globu. Nie jestem golfistą, nie sprawdzałem, ale słyszałem opinie o tym, że jest naprawdę kompletna.

Co do automatycznego wykrywania ruchu… Działa perfekcyjnie. Po prostu. Zegarek wie co robisz i jak długo. Po około dziesięciu minutach żwawego spaceru zegarek sam wibruje z pytaniem o start śledzenia trasy i elegancko dorzuca do statystyk już przebyty dystans. I tutaj najważniejszy wniosek z moich obserwacji. Nie uświadczycie tu żadnych wariacji czujników. Poprzednie opaski za kilkaset złotych wielokrotnie zaliczały mi na przykład obieranie ziemniaków na obiad jako trening na rowerze. Huawei bezbłędnie ignoruje takie sytuacje.
Muszę podzielić się z wami wrażeniami z funkcji, w którą na starcie raczej wątpiłem. Tryb Micro-Motion to pakiet błyskawicznych treningów rozciągających dla ludzi przykutych do krzeseł. Kiedy w zapowiedziach zobaczyłem animowaną pandę zachęcającą do aktywności, nie sądziłem, że z tego skorzystam. Zwierzak z tak krótkimi łapami i widoczną nadwagą to słaby autorytet, ale…

Szybko odszczekałem swoje słowa. Panda upomniała się o moją uwagę zaledwie kilka razy w ciągu tych tygodni testów w momentach wyjątkowo długiego stukania w klawiaturę. Jednak gdy już odpaliła animację i zaprosiła mnie do minuty ćwiczeń kręgosłupa, z chęcią rzucałem wszystko. Taki drobny bodziec kapitalnie oszukuje mózg krzyczący o braku czasu na pełny trening. Mięśnie naprawdę dostają ulgę. Dodatkowo ten wirtualny miś na bieżąco reaguje na nasze wyniki. Pomyślne zaliczenie ćwiczeń wyzwala u zwierzaka na ekranie radość małego dziecka, które dobrało się do paczki ulubionych żelków. Cudowny motywator.
Szybkość HarmonyOS 6 to liga sama w sobie. Zero zadyszki i idealna płynność. Dołożono tu również fenomenalny głośnik i mikrofon. Odbieranie połączeń głosowych przez Bluetooth nawet podczas spaceru ruchliwą ulicą jest wyjątkowo wygodne i wyraźne po obu stronach słuchawki.

Prawdziwy przełom w Polsce dotyczy w końcu płatności. Zegarki Huawei latami odstawały przez brak usługi Google Pay. Teraz zapłacicie z nadgarstka bez problemu dzięki Curve Pay. Trzeba podpiąć swoją kartę do apki Curve, zgrać token na zegarek i przykładać rękę do terminala. Od razu ostrzegam, zakładanie i weryfikacja konta w Curve potrafi być męczącym procesem. Same płatności też mają delikatne humory. Pewnego dnia w dużym markecie sprzęt całkowicie odmówił mi współpracy, by wieczorem bez mrugnięcia okiem zapłacić za rachunek w barze. Daleko temu do żelaznej niezawodności systemów Apple czy Google.
Teraz trochę narzekania. Głównie na siłę, ale na coś ponarzekać trzeba. Ten sprzęt żyje w swojej własnej, zamkniętej bańce i zmusza do pójścia na ustępstwa. Całe doświadczenie zależy od logo na obudowie waszego smartfona.
Posiadacze sprzętu z systemem iOS mają niestety najgorzej. Zegarek podpięty do iPhone’a zamienia się w ładny wyświetlacz powiadomień. Zapomnijcie o odpisywaniu na maile czy SMS-y (tak, da się, ale do telefonu zawsze mam na tyle blisko, że poza sprawdzeniem czy to działa, że nie korzystałem). Nie przegracie tu muzyki do słuchania w trybie offline i całkowicie pożegnacie się z inteligentnym asystentem głosowym.

Użytkownicy Androida mają dostęp do wszystkich bajerów, ale już na wejściu czeka na nich mała pułapka. Aplikacja Huawei Health nie figuruje w sklepie Google Play. Odpalenie sprzętu wymaga pobrania instalatora z przeglądarki i ręcznego ignorowania ostrzeżeń o bezpieczeństwie w telefonie. To niesamowicie upierdliwe zadanie i mam nadzieję, że Huawei w końcu odzyska zaufanie Google.
Asystent głosowy od Huawei przypomina swoimi zdolnościami pierwsze próby sztucznej inteligencji. Daleko mu do dzisiejszych błyskotliwych chatbotów. Proste polecenie rozpoczęcia biegu, czyli „rozpocznij bieg” rozumie bez zająknięcia. Próba uruchomienia monitorowania speceru „rozpocznij chód” kończy się u mnie komunikatem o nierozpoznaniu angielskiego słowa „hood”. Potrafi to zdrowo wyprowadzić z równowagi.

Lista skarg ma jeszcze kilka pozycji. Sklep AppGallery wieje srogą pustką. Oby tylko na razie. O natywnym Spotify, YouTube Music czy kliencie mailowym można tylko pomarzyć. Zostaje nam reagowanie na suche powiadomienia. Próżno szukać tu edycji z wbudowanym modułem eSIM. Chcesz streamować muzykę podczas maratonu lub dzwonić bez telefonu, to szukaj innego sprzętu. Na domiar złego zaawansowane analizy treningowe i lepsze medytacje ukryto za progiem płatnego abonamentu Huawei Health Plus.
Tyle narzekania. Nie ma tutaj nic ważnego, albo nie wypada czegoś wymagać na tej półce cenowej. Dalej jestem zachwycony tym zegarkiem.
Polska cena w dniu premiery to równe 1149 złotych. Producent sypie jednak na start solidnymi rabatami i do końca czerwca kupicie ten sprzęt za naprawdę niezłe 949 złotych. Uczniowie urwą z tego jeszcze dodatkowe kilkanaście procent, a każdy kupujący zgarnie trzy miesiące dostępu do subskrypcji zdrowotnej i masę pakietów w zewnętrznych apkach całkowicie za darmo.
Zegarek nie wprowadza na rynek rewolucji, jest jednak solidnie przemyślaną formą odświeżenia całej serii. Konsekwentnie zamazuje różnice między prostą opaską do liczenia kroków a wielkim, medycznym kombajnem za średnią krajową.

Sprawa jest z mojej perspektywy oczywista i model Pro dostaje wielki znak jakości naszego portalu. Wymaga przełknięcia kilku gorzkich pigułek odnośnie aplikacji i weryfikacji snu, ale w zamian oddaje niesamowicie wiele. No i większość bolączek da się wyleczyć z czasem przez poprawki w oprogramowaniu czy rozwijaniem ekosystemu. Błyszczy tytanem, wypala oczy świetnym ekranem 3000 nitów i pozwala płacić w sklepach. A to wszystko z baterią, która daje absolutną wolność na wiele dni.
| Parametr | Szczegóły |
|---|---|
| Oficjalna cena w Polsce | 1149 zł (Cena w promocji premierowej 949 zł) |
| Wymiary i waga | 44,5 × 40,8 × 9,5 mm / Ok. 30,4 g (bez paska) |
| Materiały konstrukcyjne | Koperta w postaci stopu aluminium klasy lotniczej, bezel tytanowy, szkło szafirowe 2.5D (Wersja biała z powłoką MAO) |
| Wyświetlacz | 1,92″ AMOLED LTPO (480 × 408 pikseli przy 328 PPI), Adaptacyjne 1 do 60 Hz, Jasność szczytowa do 3000 nitów, tryb AOD |
| Bateria i ładowanie | Aż do 10 dni (umiarkowane), 7 dni (intensywne), 4 dni (AOD). Czas pełnego ładowania zajmuje 60 minut. Wsparcie ładowania Qi (wymagane 5V do 10V DC przy 2A) |
| Czujniki zdrowia i sportu | Optyczny pomiar tętna TruSense, czujnik EKG, sztywność tętnic, natlenienie SpO2, temperatura skóry, akcelerometr, żyroskop, barometr, czujnik głębokości do 40 metrów |
| Nawigacja GNSS | Autorski moduł HUAWEI Sunflower wspierający GPS (L1 i L5), GLONASS, BeiDou, GALILEO, QZSS, NavIC. Obsługa nawigacji offline. |
| Płatności zbliżeniowe NFC | Tak, wspierane poprzez brytyjski system Curve Pay |
| Łączność i rozmowy | Bluetooth 6.0 w standardzie BR oraz BLE. Wbudowany głośnik i mikrofon ułatwiający rozmowy z poziomu zegarka. Brak modułu wirtualnej karty eSIM. |
| Kompatybilność systemowa | Android 8.0 lub nowszy po instalacji pliku APK Huawei Health, iOS 13.0 lub nowszy ze znacznie ograniczoną funkcjonalnością |
| Poziom ochrony sprzętu | Wodoszczelność do 5 ATM z możliwością nurkowania do 40 metrów oraz pełna odporność na pył z certyfikatem IP6X |

