Na ogół podchodzę dość ostrożnie do produktów znajdujących się w niższym przedziale cenowym – niezależnie od tego, z czyjej ręki wychodzą. Z drugiej strony, w przeszłości zdarzało mi się trafiać na urządzenia, które zdawały egzamin wyjątkowo dobrze pomimo budżetowości. W ostatnich tygodniach trafił mi się Lenovo Idea Tab – i mogę dorzucić je do puli wspomnianych wyjątków.
Na pewno warto podkreślić, że producent nie próbował w żaden sposób wskazać, że mamy do czynienia z urządzeniem jakiegoś wyższego szczebla – co tak naprawdę stanowiło spory plus w przypadku mojego obcowania z nim na dłuższą metę, gdy nie mając wygórowanych oczekiwań bywałem wyjątkowo pozytywnie zaskoczony. Po wyciągnięciu z opakowania oprócz samego sprzętu mamy rysik, USB-C, MicroSD wraz z np. gwarancją. W tablecie dominuje metalowa obudowa z aparatem w prawym górnym rogu, który znajduje się dla odmiany na pasku z tworzywa sztucznego. Ekran IPS posiada obramowanie, i jest ono dość wyraźnie, acz nie należę do osób, które tym aspektem wzgardzają – a akurat przy tym modelu wygląda to całkiem stylowo. Dosyć wygodnie rozmieszczono wejście USB-C czy microSD, a całościowo Idea Tab wygląda nawet nieco lepiej niż spora część urządzeń znajdujących się w zbliżonym przedziale cenowym.

Wspomniany 11-calowy ekran ma rozdzielczość 2560×1600 pikseli oraz częstotliwość odświeżania 90Hz. Nie jest to oczywiście przesadnie dużo, aczkolwiek w trakcie użytkowania w żaden sposób mi to nie przeszkadzało. Przeciwnie, jak na – podkreślę to ponownie – produkt z półki cenowej dla osób, które nie mają ochoty szaleć z wydatkiem, działa wyjątkowo dobrze. Najczęściej używałem go podczas pracy, gdy pisałem jakiś tekst na własnym laptopie, symultanicznie przeglądając np. kawałek serialu bądź serwis informacyjny, co rusz zmieniając karty. Bywało, że uruchamiałem go w podróży (najczęściej w pociągu), by trochę przyspieszyć pewne sprawy i nie napotkałem się z żadnym rodzajem opóźnienia czy nawet chwilową usterką. Ekran dotykowy spełniał swoje zadanie, nieraz nawet korzystałem z całkiem responsywnego rysika, a nie robię tego często. Nawet gdy długo trzymałem tablet na kolanach, nie czułem żadnego przegrzewania się. Właściwie jedynym aspektem, do którego mógłbym się leciutko przyczepić, jest jasność wyświetlacza. Bywa, że w niektórych pomieszczeniach było po prostu zbyt ciemno, a i tak przy maksymalnych ustawieniach nie było jakiejś rewelacji.
Lenovo Idea Tab napędzany jest procesorem MediaTek Dimensity 6300 z wewnętrzną pamięcią 128 GB UFS 2.2 i 8 GB RAM, co pozwala na całkiem komfortowe użytkowanie. Dopiero otwarcie kilkunastu kart zaczyna wyraźniej obciążać sprzęt, co było dla mnie sporym plusem, jako że lubię wykonywać więcej zadań jednocześnie. Do pewnego stopnia dało się też pograć w kilka mobilnych tytułów, na czele z drobnymi tytułami z zagadkami, czy np. pewnymi wersjami Castlevanii. Tablet obsługuje Dolby Atmos, dysponując przy tym czterema głośnikami, co nie gwarantuje najlepszych możliwych wrażeń – zwłaszcza kiedy oglądamy jakiś widowiskowy film, czy mecz piłki nożnej – ale z drugiej strony to wcale nie znaczy, że nie będziemy czerpać przyjemności z dźwięków. Aparat (przedni 5 MP + tylny: 8 MP) też nie stanowi tutaj atrakcji numer jeden, sprawdzając się w bardzo ograniczonych celach. No ale na czymś zaoszczędzić było trzeba, żeby producentowi nadal tak stosunkowo niska cena się opłacała.
Koniec końców Lenovo po raz kolejny zdało egzamin, oferując więcej niż solidny sprzęt w swoim przedziale cenowym, który powinien być brany pod uwagę w pierwszej kolejności przez klientów pragnących zaoszczędzić pieniądze, nie rezygnując zarazem z wysokich wymagań. Idea Tab działa idealnie jako mobilne wsparcie w pracy, urządzenie do nauki, a nawet – w ograniczonym zakresie, ale jednak – rozrywki. Całość wieńczy rysik, który nie zawsze można znaleźć w tym przedziale u konkurencji.