Kiedy tylko pogoda zaczyna dopisywać, Polacy doskonale wiedzą, co robić – rozpalamy grilla. I trudno się dziwić, bo przecież niewiele rzeczy smakuje tak dobrze, jak jedzenie przygotowane na świeżym powietrzu, w towarzystwie rodziny czy znajomych. Ale co, gdyby tym razem trochę zmienić klimat?
Zamiast kiełbasy, karkówki i klasycznych szaszłyków przenieść się na chwilę do słonecznych Włoch? Wyobraźcie sobie letni wieczór, stół w ogrodzie, kieliszek czegoś dobrego, rozmowy ze znajomymi i… prawdziwą neapolitańską pizzę prosto z pieca. Z chrupiącymi brzegami, delikatnym środkiem i tym charakterystycznym aromatem, którego nie da się pomylić z pizzą przygotowaną w zwykłym piekarniku.
Brzmi dobrze? No właśnie. I tutaj na scenę wkracza Tefal Pizza Pronto – elektryczny piec do pizzy, który ma pozwolić nam urządzić sobie małą pizzerie we własnym ogrodzie. Producent obiecuje wysoką temperaturę, szybkie pieczenie i przede wszystkim wygodę, dzięki której przygotowanie kilku pizz dla większej grupy nie powinno zamienić się w kulinarną walkę z piekarnikiem.
Sprawdziliśmy więc, czy rzeczywiście można zamienić tradycyjnego grilla na włoski wieczór z pizzą i czy Tefal Pizza Pronto faktycznie zasługuje na miejsce w ogrodzie obok grilla.

Już przy pierwszym kontakcie z Pizza Pronto widać, że Tefal chciał stworzyć sprzęt, który będzie aż się prosić żeby postawić go na stole w ogrodzie czy na tarasie i zrobić z niego centralny punkt całego spotkania. Brązowo-ceglana obudowa i charakterystyczna bryła nadają mu trochę bardziej „włoskiego” charakteru niż typowemu elektrycznemu urządzeniu kuchennemu.
Konstrukcja jest przy tym bardzo przemyślana. Z przodu mamy otwartą komorę, dzięki czemu cały proces pieczenia możemy obserwować bez zaglądania pod żadną klapę czy otwierania drzwiczek. A przy pizzy ma to znaczenie – tutaj dosłownie patrzymy, jak brzegi zaczynają rosnąć, ser się topi, a ciasto nabiera tego charakterystycznego, złocistego koloru.
Najciekawszym elementem jest oczywiście znajdujący się wewnątrz kamień do pizzy. I nie jest to zwykła nieruchoma płyta – kamień automatycznie się obraca, dzięki czemu pizza sama „podjeżdża” pod kolejne fragmenty strefy grzania. Tefal zastosował tutaj kamień kordierytowy, a jego obrót odbywa się z prędkością około trzech obrotów na minutę. W praktyce oznacza to, że nie musimy stać nad piecem z łopatką i co kilkanaście sekund zastanawiać się, czy już obracać pizzę.

I właśnie ta prostota chyba najbardziej pasuje do charakteru tego urządzenia. Zamiast rozbudowanego panelu sterowania mamy klasyczne pokrętło i kilka podstawowych ustawień temperatury – od 250 do 400°C. Do tego dochodzi sygnalizacja gotowości pieca, więc właściwie od początku wiadomo, co robić: rozgrzać, wrzucić pizzę i obserwować, jak zwykły ogród zaczyna na kilka minut przypominać małą neapolitańską pizzerię.
Całość sprawia więc bardzo dobre pierwsze wrażenie. To nie jest sprzęt, który próbuje udawać profesjonalny piec z włoskiej restauracji – zamiast tego bierze kilka jego najważniejszych cech i zamyka je w stosunkowo prostej, elektrycznej konstrukcji. Do tego w zestawie dostajemy składaną, perforowaną łopatkę, więc właściwie od razu możemy przejść od rozpakowania do najważniejszej części całej historii – pieczenia.

W przypadku pieca do pizzy najważniejsze pytanie brzmi: co się dzieje, kiedy przestajemy go oglądać, a zaczynamy z niego korzystać? I tutaj Tefal postawił przede wszystkim na prostotę. Nie trzeba przed pierwszym pieczeniem studiować instrukcji jak podręcznika do fizyki. W zasadzie mamy kilka podstawowych czynności i możemy przejść do rzeczy.
Najpierw ustawiamy odpowiednią temperaturę i dajemy piecowi czas na rozgrzanie. Przy maksymalnych 400°C trzeba oczywiście chwilę poczekać, ale później cała zabawa nabiera tempa. Gdy piec jest gotowy, na rozgrzany kamień trafia pizza i od tego momentu zaczyna się chyba najciekawsza część.
Dużą rolę odgrywa tutaj wspomniany już obrotowy kamień. W klasycznym piecu musimy pamiętać o regularnym obracaniu pizzy, żeby jedna strona nie zdążyła się przypalić, zanim druga w ogóle nabierze koloru. Tutaj robi to za nas mechanizm. Pizza powoli krąży w komorze, a my możemy skupić się na obserwowaniu tego, co dzieje się z ciastem.

I właśnie przy pierwszych pizzach szybko doceniamy tę funkcję. Przy temperaturze rzędu 400°C nie ma zbyt wiele czasu na zastanawianie się, czy „może jeszcze minutka”. Wszystko dzieje się błyskawicznie. Rant zaczyna się rumienić, ser przyjemnie bulgocze, a zapach świeżo pieczonego ciasta bardzo szybko przypomina, dlaczego właściwie zdecydowaliśmy się na taki sprzęt.
Do obsługi nie potrzeba więc szczególnych umiejętności. Oczywiście sama pizza to już zupełnie inna historia – dobrze przygotowane ciasto, odpowiednia ilość dodatków i sprawne operowanie łopatką nadal mają znaczenie. Piec jednak nie próbuje nam tego dodatkowo utrudniać. Wręcz przeciwnie, większość jego funkcji ma sprawić, żebyśmy mogli skoncentrować się właśnie na pizzy.
Jest w tym zresztą coś przyjemnego. Zamiast zamykać się w kuchni, możemy przygotować wszystko wcześniej, wynieść składniki do ogrodu i piec kolejne placki już bezpośrednio przy stole. Jedna pizza ląduje na talerzach, chwilę później przygotowujemy następną i cały proces staje się częścią spotkania.
Czy więc rzeczywiście jest tak prosto? W dużej mierze tak. Sama obsługa pieca jest intuicyjna, a automatyczny obrót kamienia zdejmuje z nas jeden z najbardziej irytujących obowiązków podczas pieczenia. Pozostaje tylko najważniejsze pytanie – czy za tą prostotą idzie również efekt na talerzu? Bo w końcu możemy mieć najwygodniejszy piec na świecie, ale jeśli pizza nie będzie smakowała jak należy, cały włoski klimat szybko pryśnie.
A co, jeśli po kilku klasycznych pizzach zabraknie nam już pomysłów? Tutaj z pomocą przychodzi aplikacja MyTefal, w której sprzęty tej marki mają swoje miejsce. Znajdziemy w niej między innymi kolejne przepisy i inspiracje, które mogą podpowiedzieć, co przygotować następnym razem. To szczególnie przydatne właśnie przy pizzy, bo możliwości są właściwie nieograniczone – można eksperymentować z ciastem, sosami, serami czy dodatkami i za każdym razem stworzyć coś trochę innego. Dzięki temu Pizza Pronto nie musi kończyć swojej kariery na marghericie i pepperoni – aplikacja może być dobrym źródłem pomysłów na kolejne włoskie wieczory.

No dobrze, wszystkie funkcje już znamy, ale przecież w przypadku pieca do pizzy liczy się przede wszystkim to, co dzieje się po zamknięciu drzwi lodówki z ciastem i wyjęciu pierwszej kulki. W końcu nie kupujemy takiego urządzenia po to, żeby podziwiać je na tarasie. Ma być pizza – i to najlepiej taka, dla której warto było przygotować cały ten włoski wieczór.
Pierwsze, co zwraca uwagę podczas pieczenia, to tempo. Po rozgrzaniu pieca wszystko dzieje się naprawdę szybko i trzeba trochę przestawić się z myślenia o pizzy przygotowywanej w domowym piekarniku. Tutaj nie wrzucamy placka i nie idziemy nakrywać stołu, bo zanim zdążymy dolać sobie czegoś do kieliszka, pizza jest już na dobrej drodze do bycia gotową. Wysoka temperatura robi swoje – ciasto zaczyna błyskawicznie pracować, rant rośnie, a dodatki dostają charakterystycznego, mocniejszego przypieczenia.
Szczególnie przyjemnie obserwuje się pracę obrotowego kamienia. W tradycyjnym piecu trzeba mieć cały czas rękę na pulsie i pamiętać o obracaniu pizzy. Tutaj możemy trochę odpuścić. Pizza spokojnie krąży wewnątrz komory, dzięki czemu kolejne fragmenty ciasta trafiają w strefę mocniejszego grzania. Nie oznacza to oczywiście, że możemy całkowicie zapomnieć o tym, co dzieje się w środku – przy tak wysokiej temperaturze warto zaglądać do pieca i kontrolować sytuację – ale zdecydowanie mniej czasu spędzamy z łopatką w ręku.

Sama łopatka również wymaga odrobiny wprawy. Szczególnie jeśli przygotowujemy cienkie, delikatne ciasto, trzeba sprawnie przenieść pizzę na rozgrzany kamień. Ale kiedy już znajdziemy odpowiedni sposób, wszystko zaczyna działać bardzo płynnie. I jest w tym coś naprawdę satysfakcjonującego – przygotowujemy pizzę na blacie, szybki ruch łopatką, placek ląduje na kamieniu i po chwili zaczynamy obserwować, jak zmienia się niemal z sekundy na sekundę.
Efekt jest zresztą dokładnie tym, czego oczekujemy od pieca tego typu. Wysoka temperatura pozwala uzyskać dobrze wypieczony spód, podczas gdy rant szybko łapie kolor i charakterystyczne przypieczenia. Środek pozostaje znacznie delikatniejszy niż w pizzy przygotowanej w standardowym piekarniku. Przy odpowiednio przygotowanym cieście możemy więc zbliżyć się do tego stylu pizzy, który znamy z neapolitańskich pizzerii – cienki środek, wyraźnie wyrośnięty brzeg i mocno rozgrzana, szybko wypieczona konstrukcja.
Oczywiście sam piec nie zrobi wszystkiego za nas. Dobry efekt nadal zaczyna się od ciasta – jego fermentacji, nawodnienia i odpowiedniego przygotowania przed pieczeniem. Znaczenie ma również ilość dodatków, bo przy pizzy pieczonej w tak wysokiej temperaturze łatwo przesadzić i zamiast lekkiego, dobrze wypieczonego placka otrzymać ciężką pizzę, która będzie potrzebowała więcej czasu. Kiedy jednak dobrze przygotujemy bazę, Tefal pokazuje, po co właściwie potrzebujemy tak wysokiej temperatury.

Po kilku wypiekach można więc dojść do całkiem przyjemnego wniosku: obsługa pieca jest prosta, ale samo pieczenie daje wystarczająco dużo frajdy, żeby chciało się eksperymentować. A gdy na stole pojawia się kolejna gorąca pizza z chrupiącym spodem, rumianym rantem i roztopionym serem, trudno nie pomyśleć, że może jednak tego lata warto zrobić sobie przerwę od karkówki i kiełbasy. Grill może spokojnie zostać na swoim miejscu. Po prostu obok niego znalazło się miejsce na kawałek Neapolu. Piec ten znajdziecie na stronie producenta i w wybranych sklepach w okolicy 1100zł.
